Pamiętam jak dziś – byłem w 7 klasie – był to w takim razie rok 1990. Pojechałem z Tatą do Niemiec i zobaczyłem Ją po raz pierwszy. Amiga 500. Byłem wówczas szczęśliwym posiadaczem C64, ze stacją dysków, z turbo przyspieszeniem i dwoma dżojstikami. I kilkudziesięciu dyskietek wypełnionych po brzegi grami. W jednej chwili to wszystko stało się bezwartościowe.
Sebastian – syn ludzi u których mieszkaliśmy, grał właśnie w Twinworld.
O grach na Facebooku nie pisałem już dość dawno, bo prawie rok. W rzeczy samej, jakieś dobre pół roku temu, a nawet więcej, zablokowałem wszystkie i przestałem zupełnie interesować się tą częścią Facebooka. Owszem, miewałem jakieś drobne odstępstwa od tej zasady, ale szybko okazywało się, że wszelkie gry są po prostu kolejnymi klonami Mafia Wars, lub Farmville.
Klonów tej pierwszej gry jest po prostu masa (czasem dziwne plansze na początku i nagle… stary dobry ekran z lekko zmienionymi nazwami), klony tej drugiej bywają absurdalne (np Social City, które to okazało się na tyle absurdalnym pomysłem na gra a la SimCity zbudowaną na zasadzie Farmville, że dostawało się pieniądze za sprzątanie swoich budynków. Powinno się chyba je wydawać, ale w tej grze budynki były po prostu odpowiednikiem drzew z Farmville. Jak to mówi moja 10 letnia kuzynka: ŻAL. (more…)
Na naszych oczach reklama przestaje być tym czym była. Facebook odmienia jej oblicze czy tego chcemy czy nie, i choć za kilka lat sytuacja będzie pewnie zupełnie inna, to na pewno lata w których żyjemy będziemy mogli uznac pod tym kątem za rewolucyjne.
Do tej pory sytuacja drastycznie się nie zmieniała. Owszem zmieniały się teorie marketingowe – od podejścia “najpierw wyprodukujemy, a potem zastanowimy się jak to sprzedać” po “najpierw zbadamy czego ludzie potrzebują, a potem to wyprodukujemy”. Przekaz reklamowy jednak zbytnio się nie zmieniał – wymyślne hasła, wizualizacje i inne fikuśne elementy miały i mają nas przekonać do tego, że to właśnie TEN produkt jest najlepszy. Przekaz ten był i jest sztuczny, często wyolbrzymiony i jednokierunkowy. Tworzony przez artystów, których slogany i graficzne kreacje mają wytworzyć w nas chęć posiadania. No cóż, rozwodzić się nie będę – to w sumie dość oczywiste.
Jak na mobilną usługę przystało, tę notkę mam zamiar napisać z iPhone’a i aplikacji WordPress, wiec proszę o wybaczenie wszelkich błędów :)
Czasami sytuacja zmusza mnie do skorzystania z komunikacji miejskiej. Oczywiście zazwyczaj nie mam wtedy ze sobą biletu, okoliczne kioski są zamknięte, a systemu biletomatow Warszawa się jeszcze nie dorobiła. Z radością ujrzalem wiec naklejke informującą o możliwości płatności komórką. Całość udała się, korzystam z tego do dziś, nawet w tej chwili, choć do doskonałości trochę temu systemowi brakuje…
Nie od dziś wiadomo, że większość dochodów firmy z Cupertino generuje raczej część “rozrywkowa” (iPhone, iPod, iTunes Store, AppStore) a nie profesjonalna (Maki – zwłaszcza topowe modele). Do tego dochodzi zmiana nazwy firmy z Apple Computers na samo Apple… Można z tego wyciągać różne wnioski, prawda?
W sumie dość mało pamiętam z Facebooka 2007, czyli roku w którym dałem się wciągnąć. Korzystam z niego tak często, że wszystkie jego przebudowy – zarówno te malutkie, jak i te duże przeciw którym protestowały tysiące (miliony?) osób – zupełnie wyrzuciłem ze swojej świadomości. Pamiętam jednak dobrze, jak bardzo ograniczone na samym początku były fanpage. Tak bardzo ograniczone, że zanim stały się tym czym stay po trochu wpadłem na podobny pomysł – zaczałem tworzyć aplikację favbrands (jej zręby wiszą ciągle na moim koncie) dzięki której moglibyśmy pokazać innym których marek jesteśmy fanami :) No cóż, szpiedzy Cukrowej Góry przejrzeli moje plany i je przejęli ;)))
A tak na serio – fanpage nie miały swojego walla, nie miały najważniejszej chyba dziś funkcjonalności – nie mogły generować update’ów splatając się z naszym feedem. Były statycznymi stronami, tak jakby wizytówkami firm. Ot co.
Dlatego też wszelkie grupowanie się osób odbywało się na grupach. Było to jasne i przejrzyste. Ale fanpage ruszyły na wielki podwbój Facebooka i rynku reklamowego zmieniając go przy tym dość drastycznie, a grupy po prostu leżały cały czas gdzieś obok. I leżą nadal. Pytanie które trzeba sobie zadać brzmi: po co nam one? (more…)