Na naszych oczach reklama przestaje być tym czym była. Facebook odmienia jej oblicze czy tego chcemy czy nie, i choć za kilka lat sytuacja będzie pewnie zupełnie inna, to na pewno lata w których żyjemy będziemy mogli uznac pod tym kątem za rewolucyjne.
Do tej pory sytuacja drastycznie się nie zmieniała. Owszem zmieniały się teorie marketingowe – od podejścia “najpierw wyprodukujemy, a potem zastanowimy się jak to sprzedać” po “najpierw zbadamy czego ludzie potrzebują, a potem to wyprodukujemy”. Przekaz reklamowy jednak zbytnio się nie zmieniał – wymyślne hasła, wizualizacje i inne fikuśne elementy miały i mają nas przekonać do tego, że to właśnie TEN produkt jest najlepszy. Przekaz ten był i jest sztuczny, często wyolbrzymiony i jednokierunkowy. Tworzony przez artystów, których slogany i graficzne kreacje mają wytworzyć w nas chęć posiadania. No cóż, rozwodzić się nie będę – to w sumie dość oczywiste.

Chociaż na naszym blogu pisuję zazwyczaj po pracy, na tematy lekkie, łatwe i przyjemne, to tym razem postanowiłem odnieść się do notki Artura Kurasińskiego o Facebooku. Wcześniej pojawiło się na ten temat wiele dyskusji, choćby w komentarzach na interaktywnie.com, teraz sprawą zainteresowała się nawet Matka Agora. Więc jak to z nim jest? Hype czy nie hype? Bańka czy nie bańka? Z punktu widzenia marketera oczywiście.
Zanim jednak przejdę do tematu – mały dysklejmer. W wielu punktach będzie śmierdziało Captainem Obvious, ale czytając niektóre teksty zastanawiam się czy wszystko rzeczywiście jest tak oczywiste. Więc też o tym napiszę.
I’m homeless but not retarded! ;-)
