Filmowe interfejsy

Każdy z nas zna to na pamięć. Bohater filmu podchodzi do komputera. Ikony wielkości dłoni, tak aby nie można się pomylić. W tym momencie rozlega się głośne “you’ve got mail!” i na ekranie (od razu) pojawia się mail. Times New Roman, 200 pikseli. Żeby było łatwiej przeczytać rzecz jasna. Mail oczywiście jest dowodem zdrady męża, ale zupełnie nie o tym chciałbym pisać.

Chciałbym napisać o interfejsach komputerowych w świecie rzeczywistości filmowej. Tej samej w której każdy upada od ciosy w tył głowy, w której Dobry zawsze zdejmuje kajdanki, a wybuch najwyżej przewraca bohatera na twarz. Ale o komputerach, o komputerach miałem pisać :) Ja wiem, że to wszystko ma uzasadnienie, że gdyby komputery wyglądały tak jak w rzeczywistości to wszystko byłoby nieczytelne, albo nudne, ale… pośmiać się przecież można! Tak więc ruszyłem szare komórki, uzupełniłem to wynikami szukania w necie i voilla! (more…)

Historia uzależnienia cz. 2

netgeeks

BBSy były zaledwie przedsmakiem tego co miało mnie niedługo spotkać. Smak internetu poznałem na Politechnice, gdzie oczywiście wszystkie pracownie były do niego podłączone. Każdą wolną chwilę, czy okienko można było spędzić na IRCu. Dla młodszego pokolenia – to taki czat do którego obsługi potrzebny był specjalny program. Istniało (istnieje w sumie nadal) wiele sieci połączonych serwerów, sieci zaś dzielą się na kanały. Niby nic wielkiego, a… to było pierwsze prawdziwe uzależnienie. Czemu? Bo stanowiło to SPOŁECZNOŚĆ.

No właśnie – to słowo klucz. Osoby po drugiej stronie ekrany były prawdziwymi bytami, osobami z krwi i kości. Widac było to wyraźnie podczas spotkań IRL, w moim przypadku spotkań kanału #warszawa organizowanych co wtorek w Zielonej Gęsi. A później znów tydzień i logowanie się na IRC. Niedługo później uzyskałem numer dostępowy do internetu – nie były one wtedy darmowe. Oprócz płacenia providerowi trzeba było płacić normalnie za impulsy… Nie było to tanie, ale co zrobić…

(more…)

Historia uzależnienia cz. 1

neuro

Skończyłem właśnie oglądać Surogatów. Film całkiem przyjemny, choć oceniam go pewnie nieobiektywnie – uwielbiam wszelkie wizje alternatywnej rzeczywistości. Ta jest o tyle odmienna od pozostałych, że zarówno byty rzeczywiste jak i wirtualne spotykają się w niej w jednym świecie. U Williama Gibsona w Neuromancerze było nieco inaczej – nieco punkowy świat rzeczywisty i Cyberspace (w wersji komputerowej – ktoś grał?) dość ascetyczno-cyfrowy. W Matrixie (który też przecież z Gibsona wyrósł) nieco na odwrót – wspaniały świat wirtualny (który większość odbiera jako rzeczywisty) i brudny Real World – szare swetry, papka do jedzenia – masakra. “Why oh why didn’t I take the blue pill”.

Kto z nas nie zastanawiał się jak będzie wyglądać przyszłość? Ja nie raz zastanawiałem się nad tym czy będziemy podłączeni do kroplówek i komputerów przeżywając wirtualne uciechy. I jak na razie świat podąża właśnie ta drogą o której myślałem już na początku lat 90tych. Ale cofnijmy się do samego początku komputerowego uzależnienia.

(more…)