Nie od dziś wiadomo, że większość dochodów firmy z Cupertino generuje raczej część “rozrywkowa” (iPhone, iPod, iTunes Store, AppStore) a nie profesjonalna (Maki – zwłaszcza topowe modele). Do tego dochodzi zmiana nazwy firmy z Apple Computers na samo Apple… Można z tego wyciągać różne wnioski, prawda?
Nie możemy o tym nie napisać. Od premiery iPada minęły już 24 godziny, a cały internet huczy od opinii. Głównie negatywnych rzecz jasna. No bo jak tu podniecać się czymś co jest paskudnym produktem marketingowym i wymysłem Steve’a Jobsa? Ano można :)
Artur Kurasiński napisał bardzo fajną, rzeczową notkę, ja jednak podejdę do tematu nieco inaczej. Chciałem ocenić tę nowość w trzech kategoriach, bo wydaje mi się że w opiniach mieszają się trzy różne sprawy. Po pierwsze sam show, po drugie idea tabletu jako takiego, po trzecie wreszcie iPad jako tablet.

Od mojej ostatniej notki na ten temat minęło już trochę czasu, a realia zmieniają się jak w kalejdoskopie, po raz kolejny więc wrócę do moich dylematów. Tym bardziej, że już rok 2010, czyli wreszcie koniec aresztu na mój poprzedni telefon. Umowa kończy się w maju, ale już miesiąc wcześniej będę mógł przeskoczyć do innego operatora, a już teraz wymienić telefon jeśli zdecyduję się na pozostanie w Orange.
Jak już pisałem ostatnio, do finału mojego procesu decyzyjnego przeszedł Iphone oraz jeden z telefonów na Androidzie. Jaki – tego nie wiem. To w końcu wada/zaleta tego systemu, do wyboru jest wiele, a i ciągle coś się pojawia. Windows Mobile z oczywistych względów odpada, o telefonach typu “funkcja robienia zdjęcia po wykryciu uśmiechu” nawet nie piszę. Blackberry i Palm też raczej mnie ominą. A więc co się zmieniło od listopada?
Mój HTC Kaiser zdecydował ostatnio, że czas na pad klawiatury. Niestety serwis zorientował się, że w nim mocno grzebałem (szkoda drogi Orange że nie udostępniasz updatów oficjalnie, może nie musiałbym grzebać :P) i wycenił naprawę na 1300 zł. To oczywiście absurd, ale już niedługo kończy mi się umowa, więc czas rozejrzeć się za nowym telefonem.
Oczywiście tradycyjnego telefonu nie biorę nawet pod uwagę – reklamy mówiące o aparacie z „funkcją wykrywania uśmiechu” uświadamiają mi jak „far fuckin’ away” jestem od zwykłego „dzwoniacza” i kierunków jego rozwoju.
Blackberry nigdy nie miałem ale chyba też mieć nie będę – nie będę kupował dla siebie aparatu o modelu wyraźnie biznesowym. Z Windowsa, po blisko 5 latach jego używania też z chęcią zrezygnuję – Microsoft stoi niemalże w miejscu jeśli chodzi o rozwój swojego systemu. Pozostają właściwie dwie opcje – Iphone, lub cokolwiek dobrego z Androidem.
Wybór oczywiście nie jest prosty. Choćby dlatego, że to Iphone vs dziesiątki telefonów o różnych właściwościach. Ale spróbuję się na głos zastanowić co wybrać i może spytać Was o zdanie.

Temat netbooków jakoś zawsze omijałem – nie byłem nim zupełnie zainteresowany. Pamiętam jak kilka lat temu pojawiła się opcja NC – Network Computers, które miały wyprzeć PC. Nie udało się. Później Netbook stał się dla mnie alternatywą NOTEbooka, alternatywą tanią, okrojoną. A ja choć lubię kupić coś oszczędnie do tzw segmentu ekonomicznego nie należę, więc tą opcję “komputer z biedronki” omijałem.