content top

Nowe listy na Facebooku?

netgeeks

Facebook wprowadził dziś możliwość dzielenia znajomych na listy, a przez sieć za chwilę znowu przebiegnie wiadomość jakby Zuckerberg w ślepym strachu przez Google próbował się doń upodobnić. Notkę piszącą o panice napisała ostatnio Ewa - ja zupełnie jej nie rozumiem. Pisałem już o tym dlaczego Facebook jest gigantem i trudno go będzie pokonać, pisałem też o tym dlaczego IT crowd nie ma szansy zaistnieć na imprezie ;) Na moim “prywatniejszym” blogu napisałem czemu nie chcę dzielić ludzi na listy (z pewnymi wyjątkami). No dobra, ale po kolei.

Facebook nie wprowadza żadnych mega nowych mechanizmów. Facebookowe listy istnieją chyba od roku albo i dłużej, czyli na długo przed launchem Google+. Były ukryte – to prawda, UI nigdy nie był mocną stroną Facebooka. Ale nie udawajmy że ich nie było.

Read More

Czy Google+ ma szansę stawić czoła Facebookowi?

netgeeks

Może kiedyś będę musiał odwołać swoje słowa. Może będę wyśmiewany niczym Bill Gates, który rzekł w 1981 r: “Nikt nigdy nie będzie potrzebował więcej niż 637 kB pamięci w komputerze osobistym.” Tak czy inaczej na razie mówię jasno i wyraźnie – Google+ w obecnym kształcie nie ma najmniejszych szans stawić czoła Facebookowi, ani nawet choć troszkę się do niego zbliżyć. Period.

To może wydawać się nieco śmieszne, ale gdy tłumaczę dlaczego tak jest, przywodzę na myśl początki obu gigantów i to co za tym stoi. Pamiętajmy – mówimy o SOCIALU. Co stoi za początkiem Google? Dwóch gości, nie bójmy się tego słowa – IT geeków, którzy wpadli na zajebisty ALGORYTM. I właśnie ten algorytm wyszukiwania stoi za ich sukcesem, nigdy wcześniej żadna inna wyszukiwarka nie pozwalała na tak wiele. Prawdziwy IT CROWD success.
A jak powstał Facebook? Pewien gość (też geek można powiedzieć) wymyślił system, który pozwoli oceniać laski. Która jest fajniejsza, która się bardziej podoba. Klimaty mocno imprezowe, coby nie mówić.

Read More

Google: + czy – ?

netgeeks

W ubiegłym tygodniu internet obiegła fala ekstazy spowodowana nadejściem Google+, czyli Facebookowego killera. Nie przesadzam pisząc o ekstazie, bo oprócz zwykłej geekowskiej ciekawości (która u mnie rzecz jasna też się pojawiła), zauwazyłem kilka innych reakcji – od tych po prostu wychwalających G+ (po kilkunastu minutach użytkowania, wtf?) po reakcje ukazujące ujście frustracji u tch co Facebooka nieakceptują. Do tego doszła tradycyjna reakcja (silna przede wszystkim w nas, Polakach) obrony mniejszego – w tym wymiarze będzie to Google.

Nie będę dokładnie opisywał G+, zrobiły już to dziesiątki blogów, napiszę za to kilka słów o tym co oferuje i jakie ma szanse na pokonanie – oczywiście moim skromnym zdaniem – granatowego giganta. Do tego garść pierwszych wrażeń. Wszystko to okraszone sporą dozą subiektywności – jako facebookowy ultra heavy user pewnie jestem nieobiektywny i przyzwczajony do rozwiązań Zuckerberga. A więc go.

Read More

MobileMe

Dzisiaj Apple odświeżył jeden ze swoich produktów, co do którego istnienia zawsze miałem bardzo mieszane uczucia. Mianowicie chodzi o pakiet aplikacji pod szyldem MobileMe.

W zasadzie nowa wersja przynosi nam webowy klient poczty i redesign poszczególnych elementów całego pakietu. Szkoda, że nikt nie pomyślał żeby przebudować najgorzej działające elementy (takie jak nieszczęsny iDisk) na tyle, żeby było konkurencyjne w stosunku do ich DARMOWYCH odpowiedników.

Read More

O tym jak (po raz kolejny) zmieniłem przeglądarkę

Można powiedzieć, że moja praca na komputerze to ciągłe zmiany. Cały czas coś zmieniam – programy z których korzystam, strukturę plików, ustawienia lub nawet takie pierdoły jak tapeta na biurku. Często zdarza się tak, że po kilku miesiącach wracam np. do poprzedniego programu tylko po to, żeby za pół roku zmienić go na poprzedni. I tak w kółko.

Tak było m.in z przeglądarkami. Przez ostatnie dwa lata lawirowałem między Safari a Firefoxem. Przez pewien czas denerwował mnie brak kilku rozszerzeń na Safari, z kolei lisek potrafi ześwirować i zamulać przeokropnie.

Tak właśnie stało się kilka tygodni temu – nie wiadomo czemu Firefox zaczął wywoływać “plażową piłeczkę” z częstotliwością 2x/min co naprawdę doprowadza mnie do szaleństwa. A od jakiegoś czasu z Safari zaczęła korzystać moja druga połówka (brak problemu z wylogowywaniem się z serwisów społecznościowych) także postanowiłem dać szansę dziecku wujka Googla i zaistalowałem brand new shiny Chrome ;)

Szczerze mówiąc chcałem to zrobić już dawno temu ale czekał na wersję, która da mi możliwość spokojnie zainstalować przynajmniej wiekszość wtyczek, z których korzystam na co dzień. Brakuje mi tylko iStock Zoom, dla którego muszę odpalać Firefoxa.

W dniu dzisiejszym minęły dwa tygodnie i… Muszę powiedzieć, że jest naprawdę fajnie. Wersja z której korzystam (5.0.307.1) jest stabilna, szybka i dała mi to co strasznie lubię – poczucie czegoś nowego. Naprawdę, kiedy zmieniać choćby program czuję się jakbym miał nowy komputer. Takie moje zboczenie ;)

Polecam każdemu kto lubi zmiany – z Chroma na Maku spokojnie da się już korzystać. I jest tak szybki jak obiecywali.

Do zobaczenia za 2 miesiące, kiedy będę zmieniał Chroma z powrotem na Firefoxa:)

Read More
content top