W sieci istnieje oczywiście wiele miejsc które odwiedzam często. Szczególnie dzisiaj, gdzie informacja jest rozsiana po blogach i różnych mniejszych i większych stronach, a wyszukiwanie nie stanowi problemu. Jest jednak kilka serwisów z których korzystam prawie codziennie – takich od których jestem właściwie uzależniony. Część z nich była i pewnie nadal jest na swój sposób rewolucyjna, chociaż Ameryki nie odkryję, większość z was raczej korzysta z nich tak samo jak ja.
Ale to nie znaczy że nie mogę tego w pewien sposób podsumować :) (more…)
Gdy zmienialiśmy skórkę wordpressa postanowiłem podłączyć w jakiś sposób Facebooka, w końcu to jest teraz trendi i dżezi :) Nie wiedziałem tylko do końca jak. Owszem istnieje kilka pluginów, ale jak to z pluginami bywa każdy działa PRAWIE dobrze. Elementem weryfikującym okazał się Wykop (k*wa) Effect, który spowodował, że serwer padł. Wrzodem okazał się jeden z pluginów, a dokładnie ten odpowiedzialny za Facebook Connect.
Tak, wiem że posiadał annotację “super alpha, do not use yet”, ale czego miałem użyć? W końcu poddałem się, zostawiłem jedynie prosty box z fanami strony netgeeks na Facebooku i tyle. W ten weekend (w związku z naszym nowym projektem o którym dowiecie się niedługo) postanowiłem wrócić do sprawy Facebooka i rozwiązać ją definitywnie. W końcu to tak popularne, że musi być jakiś fajny plugin.

Chociaż na naszym blogu pisuję zazwyczaj po pracy, na tematy lekkie, łatwe i przyjemne, to tym razem postanowiłem odnieść się do notki Artura Kurasińskiego o Facebooku. Wcześniej pojawiło się na ten temat wiele dyskusji, choćby w komentarzach na interaktywnie.com, teraz sprawą zainteresowała się nawet Matka Agora. Więc jak to z nim jest? Hype czy nie hype? Bańka czy nie bańka? Z punktu widzenia marketera oczywiście.
Zanim jednak przejdę do tematu – mały dysklejmer. W wielu punktach będzie śmierdziało Captainem Obvious, ale czytając niektóre teksty zastanawiam się czy wszystko rzeczywiście jest tak oczywiste. Więc też o tym napiszę.

Moim zdaniem autorzy podejmują właściwe decyzję – chcą wyeliminować rozwiązania, które nie dają już rady przy takiej ilości użytkowników – takich jak np. sieci skierowane do Polaków. Co z tego, że dodam się tam jako użytkownik skoro nic nie daje mi dzielenie się informacjami z dziesiątkami tysięcy innych polaków? I skoro nikt nie czyta tego forum, nie ogląda wrzuconych zdjęć i tak dalej bo i po co?:) Mam nadzieję, że wprowadzą moim zdaniem kluczową opcję, której brakuje mi od bardzo dawna – DON’T LIKE BUTTON!
Poniżej zamieszczam moje tłumaczenie listu, dla ludzi, którzy nie są za pan brat w językiem wyspiarzy ;)

BBSy były zaledwie przedsmakiem tego co miało mnie niedługo spotkać. Smak internetu poznałem na Politechnice, gdzie oczywiście wszystkie pracownie były do niego podłączone. Każdą wolną chwilę, czy okienko można było spędzić na IRCu. Dla młodszego pokolenia – to taki czat do którego obsługi potrzebny był specjalny program. Istniało (istnieje w sumie nadal) wiele sieci połączonych serwerów, sieci zaś dzielą się na kanały. Niby nic wielkiego, a… to było pierwsze prawdziwe uzależnienie. Czemu? Bo stanowiło to SPOŁECZNOŚĆ.
No właśnie – to słowo klucz. Osoby po drugiej stronie ekrany były prawdziwymi bytami, osobami z krwi i kości. Widac było to wyraźnie podczas spotkań IRL, w moim przypadku spotkań kanału #warszawa organizowanych co wtorek w Zielonej Gęsi. A później znów tydzień i logowanie się na IRC. Niedługo później uzyskałem numer dostępowy do internetu – nie były one wtedy darmowe. Oprócz płacenia providerowi trzeba było płacić normalnie za impulsy… Nie było to tanie, ale co zrobić…