Kiedy obserwuje narastające zainteresowanie tematem grywalizacji i zdobywania odznak, czuję się trochę jak w latach 80tych, gdy do mojego ulubionego ośrodka wczasowego nad jeziorem Dadaj, w którym spędzałem prawie całe wakacje, przyjeżdżał nowy turnus. Oni byli podekscytowani wszystkim wokoło, a ja byłem starym wygą i patrzyłem na nich z góry. Przynajmniej tej psychicznej ;) Dlczego czuję się podobnie? Ano dlatego, że grywalizacja to nic nowego. Nowy też nie jest zupełnie system odznak, czyli “achievmentów”. Będziecie mogli się o tym przekonać niedługo z książki Pawła Tkaczyka, a na razie ja opowiem trochę o tym jak wygląda to z mojego punktu widzenia przez pryzmat moich doświadczeń.
Pisałem już kilka razy, że gry w tej czy innej formie towarzyszyły mi właściwie przez całe życie. Ale tym razem nie chciałbym pisać o grach jako takich tylko właśnie o styku rzeczywistości nie związanej z graniem i odznakach. Pierwsze odznaki za osiągnięcia z którymi się spotkałem były sprawnościami zuchowymi. Te małe trójkątne znaczki, które nosiłem na mundurze, zdobywane były za wykonanie określonych wymagań. Wymagania te wykonywało się zazwyczaj grupowo – na tym polegała specyfika pracy z tą grupą wiekową. Potem przyszedł czas na zostanie harcerzem, tam też można było zdobywać różne sprawności za wykonanie tego czy tamtego. Do każdej zestaw wymagań, później podpis drużynowego (weryfikacja) i możliwość wyszycia / naszycia sprawności na rękaw munduru. Badge, achievment – przecież to właśnie taki sam system.
Read More