Podwyżka tłumaczona jest zmianą kursu dolara (bardzo ciekawe, że gdy złotówka umacniała się nie odnotowano żadnej zmiany ceny w dół) i może była by do zniesienia, gdyby nie to, że Macbook kosztuje teraz 4 499 zł. Moim zdaniem przekroczenie bariery kolejne tysiąca (poprzednia cena to 3999) jest celnym strzałem we własną stopę, ponieważ może skutecznie odciągnąć pewne grono użytkowników od zmiany systemu na jabłuszko. Warto też pamiętać, że teoretycznie biały Macbook kierowany jest do studentów…
Zmiana cen oczywiście nie podoba się użytkownikom (nic w tym dziwnego) ale ciekawe jest to, że także resellerzy oficjalnie okazują swoją niechęć do takiego obrotu spraw – np. warszawska firma Tachobis w związku z podwyżką zdecydowała się na wprowadzenie czasowej promocji cenowej. Dzięki temu jeszcze przez kilka tygodni (a dokładniej do 27 maja) każdy ma szansę nabyć komputer w cenie zbliżonej do starej.
P.S Moja dziewczyna w przyszłym tygodniu zamierza kupić poprzedni model białasa ale na szczęście udało nam się zarezerwować ostatnią sztukę w Cortland.pl :)
P.S 2 Wiemy, że ostatnio na Netgeeks bardzo niewiele się dzieje ale mam nadzieję, że to wytrzymacie – już niedługo wracamy pełną parą!

Na polskiej kinematografii nie pozostawiam zazwyczaj raczej suchej nitki. Bo na czym tu zostawiać. Wszelkie hity, które są warte czegokolwiek datują się na dobrą dekadę lub więcej wstecz. Ok, nie jest tak, że nie powstaje nic, ale sa to filmy mega niszowe. Niszowe kino holenderskie o wyższości szklanki wody nad szklanką oleju też pewnie ma powodzenie. Ale mi też nie o takie filmy chodzi. Chodzi mi o filmy które po prostu zajebiście się ogląda. Nie uświadczam.
Nie uświadczam ani na dużym ekranie, ani jeśli chodzi o seriale. Dopiero co powiesiłem psy na “Naznaczonym” – naczelnym polskim gównie ostatnich lat (swoja drogą dziwię się, że aż tylu znajomych ten film broni). Polskie kino głównie kręci filmy o nieszczęśliwej miłości z Rubikiem w tle. “Dlaczego nie”, “Dlaczego tak”, “Kocham cię jutro”. W sumie dość prosty skrypt mógłby zająć się generacją tytułów. Bieda.

Jako, że to dopiero wstępny projekt cały czas chętnie będę coś zmieniał. Jeżeli macie jakieś sugestie dotyczące wyglądu bardzo chętnie ich wysłuchamy. Cały projekt do zobaczenia w rozwinięciu postu.
Do zobaczenia na nowym netgeeks.pl :)
Nie raz i nie dwa, przy różnych spotkaniach międzynarodowych, byłem świadkiem dyskusji o tym dlaczego właściwie w Polsce nie uznajemy dubbingu. Bo tak rzeczywiście jest – dubbinguje się właściwie tylko filmy dla dzieci, jesteśmy przyzwyczajeni do monotonnego głosu lektora, lub w przypadku kina czy oglądania we własnym zakresie ;) – napisów. Nie rozumieją tego zupełnie na przykład Niemcy, czy Czesi u których dubbing jest rzeczą normalną, a słuchanie monotonnego głosu lektora jest czymś zupełnie niezrozumiałym.
Sprawę przełamały trochę filmy dla dzieci i dorosłych w jednym, czyli produkcje typu “Shrek” – filmy w których dziecko zachwyci się jedną warstwą, a rodzic też nie umrze z nudów wychwytując smaczki zupełnie dla dziecka niezrozumiałe. I to właśnie Shrek był podobno przełomem w kwestii dubbingu – głos Jerzego Stuhra jako Osła, stał się jego symbolem. Ale czy na pewno?
Swiat linuxa wydaje się leżeć na przeciwległym końcu wszechświata w stosunku do świata PS3. Po co więc choćby myśleć o instalacji linuxa na konsoli?
Na samym początku dodam, że jestem osobą mającą spory dystans do linuxa – od ponad 10 lat (kiedy to instalowałem pierwsze dystrybucje Red Hata) do dziś (kiedy to zniechęciłem się do instalacji Kubuntu na Macbooku po zobaczeniu 5 ekranów instrukcji). Ale mój stosunek spróbujmy zostawić na boku.
Yellowdogiem zainteresowałem się po kupieniu PS3, z czystej ciekawości, ale z braku klawiatury i myszki przestałem się tym interesować. Sprawa wypłynęła – dosłownie – kiedy zalałem swojego starego Macbooka sokiem, czym doszczętnie go dobiłem. Na nowy komputer musiał trochę poczekać, tu (w Genewie) komputery produkowane są z lokalnym układem klawiatury, co zupełnie mi nie odpowiada. Pozostało mi więc ponad tygodniowe czekanie na przesyłkę z USA… Czekanie bez internetu. To oczywiście zupełnie nie wchodziło w rachubę!