content top

Czy masz dłuższego… fanpejdża? :)

netgeeks

Marketerzy wszystkich krajów i specjalności pewnie marzyli o tej chwili od wielu wielu lat. Teraz, jak nigdy wcześniej, można wreszcie zobaczyć efekty swoich działań marketingowych. Można wytyczyć jasne cele, można porównać sięz firmami do których się benchmarkujemy, można porównać się z konkurencją. Wszystko jest takie proste i jasne, przecież wystarczy ocenić wielkość fanpage…….. NOT!

Bezsensowne porównywanie ilości fanów które ma służyć porównywaniu marek, czy też ocenie skuteczności kampanii jest tak samo głupie jak porównywanie długości wiadomo czego. Niby wiadomo że niczemu to nie służy, niby wiadomo że nie o to chodzi, ale mimo wszystko niejedna osoba chce sobie podleczyć kompleksy. Po co?

Read More

Google: + czy – ?

netgeeks

W ubiegłym tygodniu internet obiegła fala ekstazy spowodowana nadejściem Google+, czyli Facebookowego killera. Nie przesadzam pisząc o ekstazie, bo oprócz zwykłej geekowskiej ciekawości (która u mnie rzecz jasna też się pojawiła), zauwazyłem kilka innych reakcji – od tych po prostu wychwalających G+ (po kilkunastu minutach użytkowania, wtf?) po reakcje ukazujące ujście frustracji u tch co Facebooka nieakceptują. Do tego doszła tradycyjna reakcja (silna przede wszystkim w nas, Polakach) obrony mniejszego – w tym wymiarze będzie to Google.

Nie będę dokładnie opisywał G+, zrobiły już to dziesiątki blogów, napiszę za to kilka słów o tym co oferuje i jakie ma szanse na pokonanie – oczywiście moim skromnym zdaniem – granatowego giganta. Do tego garść pierwszych wrażeń. Wszystko to okraszone sporą dozą subiektywności – jako facebookowy ultra heavy user pewnie jestem nieobiektywny i przyzwczajony do rozwiązań Zuckerberga. A więc go.

Read More

Foodspotting

netgeeks

Jakiś czas temu byłem w chińskiej knajpie. Dobrej, chińskiej knajpie (tak, są takie :) w pewnym mieście zachodniej Europy. Głodny byłem strasznie, a wszystko inne było pozamykane.  Nie wiedziałem na co trafię, w końcu ilość potraw w tych restauracjach jest zawsze imponująca, a nazwy nie zawsze wiele mówią. Całe szczęście menu przyszło mi z pomocą, otóż przy każdej potrawie… widniało jej zdjęcie!

Foodspotting wykorzystuje właśnie ten motyw. Bo co mówi lepiej o potrawie niż jej zdjęcie? Wiem, wiem, smak. Ale gdy ją smakujemy na zmianę może być za późno :) Ale co to jest foodpostting? Ano po pierwsz etrend polegający na dzieleniu się zdjęciami jedzenia. Po to by (jak to przy social media bywa) zaspokoić nieco swoją ekstrawertyczną potrzebę dzielenia się, po drugie aby pomóc innym w podjęciu decyzji. A te 90% biernych oglądaczy? Niech korzystają!

Read More

Instagram

netgeeks

Powinienem zacząć od usprawiedliwienia. Choć podobno usprawiedliwiają się tylko winni :) No dobra, jestem nieco winny, choć tylko nieco :) Nie pisałem prawie 3 miesiące… Nie będe rozwijał tematu, bo to nie mój osobisty blog, ani blog którego piszę o offline, ale miałem na przełomie marca i kwietnia operację tarczycy. Operacja zakończyła się najlepiej jak mogła – wszystko jest w porządku, ale lekarz powiedział, że może spaść mi energia życiowa. No i spadła. Serio. Ale jak to mawia były gubernator Kaliforni – I’M BACK! :))

***

Musze przyznać, że od kiedy mam iPhone’a, mój Nikon d90 pokrywa się kurzem. Nie jestem zawodowym fotografem, ba, moja przygoda z fotografią trwa dopiero niecałe 4 lata. Lubię fotografowac rzeczy ładne – głównie widoki i architekturę, z ludźmi mam jeszcze problemy. Ale największym problemem jest sam aparat – chciałbym aby był mniejszy, uniwersalny i żeby zdjęcia nie wymagały potem długiej i żmudnej obróbki. A od kiedy mam iPhone’a… bardzo często robię zdjęcia telefonem. Zaczęło się od robienia zwykłych zdjęć, później ściągnałem jeden program… drugi… trzecia. Jest ich trochę. Postanowiłem wię je nieco opisać – powiem szczerze że choć nie ma sensu porównywać iPhone’a z compactami, a co dopiero z lustrzankami, to warto mieć kilka aplikacji pod ręką…

Zacznę od Instagrama, bo to program na swoją miarę niesamowity. Z jednego względu – ma swój system dzielenia się zdjęciami. Ale o nim powiem za chwilę, po kolei.

Instagram to kolejny program płynącay na hipsterskiej fali robienia zdjęć retro. Jest prosty jak konstrukcja cepa – zrób zdjęcia, nałóż filtr, wybierz miejsce w którym je zrobiłeś, udostępnij. No własnie – to ta kolejność, nie tak oczywista. Np Hipstamatic, o którym napiszę może w kolejnej notce, ma to na odwrót. Ale po kolei.

Read More

Do biegu, gotowi, checkin!

netgeeks

No i “nadejszła wiełkopomna chwiła”. Mark Zuckerberg kiwnął swoim niebieskim palcem i Facebook Places zawitało do Polski. Niewiele wcześniej natomiast dotychczasowy lider czyli Foursquare wprowadził nową wersję swojej aplikacji oznaczoną numerem 3.0. Po tygodniu pobieżnego testowania Facebook Places… wcale nie jestem pewien czy chcę się na niego przesiąść. Serio.

O geolokalizacji pisałem już kilka razy, porównywałem Foursquare do Gowalli, pisałem conieco o Popli, pisałem też o tym dlaczego się checkujemy. Dziś chciałbym jeszcze raz przejść przez trzy najważniejsze programy i ocenić jak zaspakajają nasze potrzeby. Skupię się na Facebook Places, Foursquare i Gowalli. Popla zbytnio odpłynęła w stronę gry i chyba nie przebije się do szerszej świadomości, Facebook to rzecz jasna masówka, dwaj pozostali gracze też musza w tym porównaniu się znaleźć.

Read More

Nie wierzę w Social Media Ninjów

netgeeks

Dawno, dawno temu… No dobra – nie tak dawno bo jakieś dwa – trzy lata temu, (choć z drugiej strony jak na erę social to jednak dawno) – natrafiłem w sieci na określenie “Social Media Ninja”. Bardzo mi się spodobało. Siedziałem sobie wtedy w Szwajcarii, odliczałem dni do powrotu do Polski, zajmowałem się wyprowadzaniem psa na spacer i rozkręcaniem pewnego internetowego biznesu w Polsce.

Przed wyjazdem byłem Accountem, po przyjeździe do Polski też chciałem nim zostać. Miałem mnóstwo czasu na studiowanie dopiero co rozwijającego się Facebooka – widziałem w nim potencjał, zacząłem rozwijać się w tym kierunku, studiować kejsy, obserwować wyrastające jak grzyby po deszczu fanpage, zakładać własne i eksperymentować na nich. A jako że nie miałem co wpisać na moim profilu Linkedin, wpisałem właśnie to – Social Media Ninja. Bo trochę nim byłem – samotny, działąjący w pojedynkę, dość wprawiony w temacie (jak na tamte czasy – w końcu oprócz eksperymentowania na facebooku, w przeszłości prowadziłem wiele projektów na forach internetowych – NGO), miałem doświadczenie pracy w agencji, a wcześniej na innych marketingowych poletkach.

Read More
content top