Już za kilka dni wracam do Polski i zaczynam w pocie czoła urządzać dopiero co kupiony dom. Jest w stanie surowym, a więc można teraz bezkarnie kłaść kable, wiercić dziury i robić różne inne paskudne rzeczy na które później żona się nie zgodzi. Tak, tak, to problem dosyć popularny, na różnych forach dość często spotykam się z “my wife wouldn’t let me place any cables” :D
Ale aby położyć kable trzeba mieć PLAN. I pomysł. O filmach już pisałem w poprzedniej notce (choć będę jeszcze pewnie kupował rzutnik), teraz czas zastanowić się nad muzyką. Po pierwsze tylko teraz – jak już pisałem – mogę rozplanować rozmieszczenie różnych elementów tak aby potem nie niszczyć domu (lub nie zamieniać go w nerd-room), po drugie gdy bierze się kredyt na remont domu, różne gadżety nie bolą finansowo aż tak bardzo :) A więc – MUZYKA!
Mniej więcej rok temu napisałem dwie notki o tym jak uwolniłem się od odtwarzania filmów na komputerze. Jedna traktowała o multimedialnej obudowie dysku Dvico Tvix, druga o głośnikach Logitech Z-5500. Nie będę się powtarzał, dodam tylko krótko – uwolnienie jak największej ilości multimediów z komputera to mój cel ostateczny. Obsługiwanie muzyki i filmów bezpośrednio z kompa, za pomocą klawiatury i myszki śmierdzi dla mnie studenckimi czasami i nerdami. Zresztą na specjalistycznych forach takie ustawienia nazywa się “dorm room setup” czyli “konfiguracjami z akademika” :) Nie zrozumcie mnie źle, pewnie spora część z was tak właśnie ogląda multimedia, czy słucha muzyki, ale czasy kiedy mieszkałem w jednym pokoju już minęły, a ja sam znajduję się w kategorii “geek with family” :) Dlatego chcę sobie siedząc wygodnie na kanapie, oglądać filmy na plazmie lub rzutniku, nie trzymając nic na kolanach.
Niestety rok temu, nie było na rynku zbyt dużego wyboru odtwarzaczy, a te które były stały na tak zwanym “bleeding edge of technology”, co powoduje że były bardzo alfa-geekowate, czyli przypominające rozgrzebanego linuxa, lub desktopa wiecznie bez obudowy. A ja bardziej cenię sobie rozwiązania w stylu Maka – może nie aż tak bardzo “customizowalne”, ale płynne, ładne i łatwe w obsłudze. Starzeję się chyba :)
Są takie momenty w życiu,kiedy trzeba zrobić coś głupiego. Ten pomysł dojrzewał w nas od dawna i gdzieś tam powoli go dłubaliśmy. I wydłubaliśmy. Jak się podoba to “share”. Jak nie, to nie :) Nie ma co rozwijać bo i pomysł bardzo prosty. Dla mnie niektóre polskie słowa są tak wspaniałe, że mogę patrzeć na nie i patrzeć. Wookie – po polsku i tylko po polsku! Powinieneś być dumny ;)))))
Kilka tygodni temu napisał do nas Tõnu Runnel – szef projektu Edicy, kreatora serwisów internetowych, z prośbą o przetestowanie i ocenę serwisu. Jako, że w międzyczasie dużo się działo, dopiero teraz udało nam się zgodnie z jego prośbą przetestować serwis. I musimy powiedzieć, że rzeczywiście było warto.
Myślę, że serwis trafia w bardzo dobrą niszę – jest on na tyle prosty, że za jego pomocą prostą (choć nie prostacką!) stronę internetową może stworzyć każdy – szczególnie taka osoba, dla której postawienie wordpressa jest zbyt skomplikowane. Przyjrzyjmy się więc serwisowi. (more…)
W sieci istnieje oczywiście wiele miejsc które odwiedzam często. Szczególnie dzisiaj, gdzie informacja jest rozsiana po blogach i różnych mniejszych i większych stronach, a wyszukiwanie nie stanowi problemu. Jest jednak kilka serwisów z których korzystam prawie codziennie – takich od których jestem właściwie uzależniony. Część z nich była i pewnie nadal jest na swój sposób rewolucyjna, chociaż Ameryki nie odkryję, większość z was raczej korzysta z nich tak samo jak ja.
Ale to nie znaczy że nie mogę tego w pewien sposób podsumować :) (more…)