acuc

Kiedy kilka dni temu szykowałem się do napisania tej notki, zaczynałem właśnie grać w Uncharted 3. Assassin’s Creed Revelations był już na półce – przeszedłem go kilka dni po premierze – tak wierny fan serii o zakonie zabójców nie mógł sobie pozwolić na większe opóźnienie. Wiedziałem też dokładnie co napiszę, a pierwsze minuty gry w UC3 utwierdziły mnie w tym przekonaniu. I byłem pewien, że wydźwięk mojej notki nie będzie różnił się dużo od tej którą chciałem napisać po grze w AC2 i UC2. A jednak nie do końca.

A co wtedy myślałem? Obie serie z pozoru mają ze sobą sporo wspólnego. Główny bohater, aby spełnić swoją główną misję (która polega bądź co bądź na poszukiwaniu CZEGOŚ) musi rozprawić się z całą stertą mniej lub bardziej BAD guyów, robiąc to w sposób skryty lub też bardziej “rambo”. Przy czym oczywiście ten drugi sposób nie zawsze jest możliwy. Drugi mocno wspólny element to parkour, czyli różnego rodzaju skoki z muru na mur, wspinanie się i inne takie.

Ale to o czym chciałbym tu napisać, to nie elementy wspólne, tylko różnice. A właściwie różnica – podstawowa. Otóż AC to niemalże sandbox, czyli gra w której mamy mnóstwo swobody, w której zarówno kolejność wykonywania różnych misji jak i sposób ich wykonania nie jest z góry narzucany. Oczywiście z punktu widzenia całej opowieści pewne sprawy MUSZĄ  być wykonane w danej kolejności, jednak istnieje szereg misji pobocznych, achievementów do zdobycia i innych elementów które powodują, że nawet po zakończeniu głównej rozgrywki możemy spokojnie pobiegać po dachach.

Uncharted za to to klasyczna liniówka. Czasem dająca nieco swobody, jednak bardzo mocno ograniczająca nasze ruchy, przede wszystkim tysiącem niewidzialnych ścian (mniej lub bardziej fikuśnie zaprojektowanych) oraz innymi elementami. Posuwająca się momentami wręcz do “press the right button in the right moment”. Pamiętam taką grę jeszcze z Commodore 64 Amigi (dzięki Soo!)

Miała niesamowitą grafikę jak na te czasy, głównie dlatego że zaplanowana była tylko jedna wersja rozgrywki. A my musieliśmy odpowiednio ruszać joystickiem…

Dlatego też wolałem AC2 od Uncharted. Przygody Ezio Auditore we włoskich miasteczkach były niesamowite, mogłem decydować co kiedy robię, mogłem wmieszać się w tłum i rozegrać każdą misję po swojemu. Drake porywał, ale wymuszał niesamowicie to co musze robić. Gra bardzo mi się podobała, ale mimo wszystko do gustu bardziej przypadł mi sympatyczny zabójca.

Assassin’s Creed Revelations

Najnowsza część przygód Ezio jest POPRAWNA. Nie spodziewałem się rewolucji, w końcu to AC 2.3, a nie pełnoprawna kolejna część. Po AC2 i AC Brotherhood dostaliśmy kolejnego odgrzewanego kotleta. Oczywiście bardzo fajnego dla fana serii, ale jednak trochę rozczarowującego. Klimat jest, bez dwóch zdań. Są świetne bomby, jeżdżenie na linie i kilka innych przydatnych elementów. Tradycyjnie już różne nielogiczności wynikające z dania graczowi wolnej ręki są tłumaczone tym, że wszystko rozgrywa się w umyśle głównego bohatera. Ale jednak pewne rzeczy drażnią – zabójca ukrywający się między dwoma Cygankami, czy budujący bombę dwa metry obok strażnika. Trochę to sztuczne. Miasto nie cieszy jak to w AC2, historia wydaje się krótsza niż w Rzymie. I mam wrażenie, że całość staje się coraz łatwiejsza… Ciekawym elementem są zagadki 3D, choć żałuję że nie ma tak wymagających zagadek logicznych jak w AC2. Wprowadzono za to coś na kształt tower defence – ciekawe, ale realizacja słaba. Ogólnie jak pisałem – poprawnie.

Uncharted 3

Za to Uncharted 3 zaskoczył mnie w drugą stronę i to porządnie. Jak już pisałem – nie jestem fanem liniówek. Wciągnąłem się jednak w historię od początku, a ta zaczęła mnie porażać swoim rozmachem. Jest rzeczywiście epicka, gra właściwie nie ma żadnych loaderów (dzięki liniowości następne sceny mogą być doładowane wcześniej), a cutsceny właściwie przeplatają się z samą grą – czasami nie do końca jestem pewien kiedy to ja steruję bohaterem, a kiedy trwa film :)

Całość jest oczywiście absurdalnie niemożliwa – Drużyna A przy tym to film dokumentalny. Nate zabija setki przeciwników, upada z niesamowitych wysokości, dostaje ilomaś ciężkimi przedmiotami w głowę i korpus, a po wszystkim nie ma nawet draśnięcia. No ale takie są założenia tego świata.

Szczerze mówiąc kilka razy bałem się że to muszą być ostatnie sceny, ale wtedy okazywało się że to nie koniec, a następne są jeszcze lepsze! Całości dopełnia iście filmowa muzyka – naprawde ma się wrażenie że to film akcji a nie gra.

Tak więc summa summaru to nieliniowy Assassin stał się dla mnie bardziej monotonny i powtarzalny, nawet pomimo głównej osi rozgryki która nie jest tak monotonna jak w jedynce. A liniowy UC stał się bardzo zróżnicowany i zaskakuje różnymi pomysłami. No cóż. Pozostaje tylko czekać na pełnoprawną trzecią odsłonę AC. A tymczasem czas iść. Nate sobie beze mnie nie poradzi :)

SPODOBAŁO SIĘ? Polub blog na facebooku.

Michał Górecki
Jest człowiekiem renesansu przypadkowo zaplątanym w dzisiejszość. Po bezowocnej próbie bycia Dawidem w starciu z beznadzieją polskiego szkolnictwa wyższego (w zakresie informatyki a później marketingu), zaniechał wszelkich prób w tym zakresie (do czasu wyleczenia się z alergii na idiotów i niechęci do systemu feudalnego) i zadowolił się rekreacyjnym wykształceniem wyższym z zakresu turystyki. Zawodowo realizuje się jako strateg w Agencji Reklamowej HEUREKA. Gadżeciarz, pasjonat natury - lasu, gór i wody, woodcrafter. Uzależniony od ludzi i Facebooka. Fan swojej żony. Ojciec mini-geeka.