O grach na Facebooku nie pisałem już dość dawno, bo prawie rok. W rzeczy samej, jakieś dobre pół roku temu, a nawet więcej, zablokowałem wszystkie i przestałem zupełnie interesować się tą częścią Facebooka. Owszem, miewałem jakieś drobne odstępstwa od tej zasady, ale szybko okazywało się, że wszelkie gry są po prostu kolejnymi klonami Mafia Wars, lub Farmville.
Klonów tej pierwszej gry jest po prostu masa (czasem dziwne plansze na początku i nagle… stary dobry ekran z lekko zmienionymi nazwami), klony tej drugiej bywają absurdalne (np Social City, które to okazało się na tyle absurdalnym pomysłem na gra a la SimCity zbudowaną na zasadzie Farmville, że dostawało się pieniądze za sprzątanie swoich budynków. Powinno się chyba je wydawać, ale w tej grze budynki były po prostu odpowiednikiem drzew z Farmville. Jak to mówi moja 10 letnia kuzynka: ŻAL.
Co więc skłoniło mnie do powrotu do tej niecnej i głupiej rozrywki? Względy zawodowe rzecz jasna :) Otóż miałem rozeznać się w możliwościach wirtualnej waluty w programach marketingowych. Wybór padł na grę, która ostatnio zatruwa feeda wszystkim – FrontierVille.
Grafika jest znośna – przypomina tą znaną z innych gier Zyngi. Może trochę cukierkowa, ale bez przesady. Gra osadzona jest w realiach Dzikiego Zachodu. Jako traper-osadnik mamy zadanie zbudować mini miasteczko w miejscu dzikiego lasu. Całość przypomina nieco Farmville, ale jest znacznie rozbudowane.
Co drażniło mnie w Farmville? Powtarzalność. Konieczność klikania w kolejne grządki powodowała, że całość stawała się po prostu maksymalnie nudna. Owszem, nie znajdziemy tu skomplikowania rodem z SimCity, ale ilość opcji wzrosła kilkukrotnie. Las sam zarasta (musimy go systematycznie karczować), trawy i kwiaty rozsiewają się, a zza nich wsykakują węże i niedźwiedzie które musimy przepędzać. Mamy znane z farmy zwierzęta i zboże, ale całość nie jest tu najwazniejsza. Dochodzi budowanie budynków w miasteczku – budynków które służą konkretnym celom.
Bardzo mocno rozwinięto elementy pomocy sąsiedzkiej :) Tym razem można wykonywać konkretne rzeczy na działce sąsiada (zbierać za niego zboże, ścinać drzewa, itp), za co dostajemy specjalne punkty (serduszka). Poziom bohatera i poziom serduszkowy bohatera to dwa różne wskaźniki. Możemy też zatrudniać sąsiadów za pieniądze (ich wydajność zależy od poziomu serduszkowego właśnie), możemy wreszcie jak w Farmville upiększać teren do woli. Nie ma juz rozszerzania terenu, jest za to inny wskaźnik zaczerpnięty z Mafii – energia. Otóż na raz możemy wykonać tylko kilka (kilkanaście) czynności. Potem musimy odczekać odpowiednią ilość czasu.
Właśnie – zbyt małą. W grę można właściwie grać co godzinę, co powoduje, że co chwile chce się do niej zaglądać (a następnie kasuje się ją zupełnie :P). Mafia Wars, w swej prostocie, nie pożerałą tyle czasu – jedna, max dwie wizyty dziennie. Minusem jeszcze jest zbytnie uzależnienie od giftów – rzeczy której nie trawię w tych grach najbardziej. nie rozumiem w ogóle, czemu gifty te muszą być rozdawane przez mechanizm powiadomień facebookowych i wychodzenia z aplikacji (ktoś wie?) a nie jakiś wewnątrzgrowy mechanizm.
Ludzie są coraz mniej skorzy do ich wysyłania, a bez tysięcy gwoździ, puszek farby, itp, nie jest się stanie skończyć budynków o których pisałem.
Tak czy inaczej – duży plus, za zupełnie nowy engine, pomysł i chyba największe skomplikowanie z gier które dotychczas na Facebooku widziałem.
I jeden bardzo, bardzo duży minus. Ja wiem, że właśnie generowaniu powiadomień w feedzie, Mafia Wars i Farmville zawdźięczają swój sukces, ale ta gra wyrzuca okienko z zapytaniem “a może powiadomić?” dosłownie co chwilę. Jest to bardzo, bardzo irytujące. Ale cóż, na razie nadal wycinam mozolnie las który zarasta moje miasteczko i próbuję zbudować swój dziki zachód. Howdy partners! ;)
