W piątek uczestniczyłem w konferencji Facebook Now. W pierwszej edycji nie uczestniczyłem osobiście (choć spoglądałem na nią przez internet) – pamiętam, że nie zrobiła na mnie zbyt dużego wrażenia. Chwalenie się wynikami fanpejdży oscylujących w okolicach 2 tysięcy fanów rozśmieszyło mnie wtedy bardzo – już wtedy kilka owieczek z mojej trzódki przekroczyło 5 tysięcy, a jeszcze nigdy w życiu nie wydałem ani złotówki na promocję fanpejdża. Mówię oczywiście o swoich prywatnych :)

Tym razem było lepiej, choć zdarzyły się też kwiatki ;) Największy na koniec – straż miejska odholowała wszystkie zamochody zaparkowane wzdłuż Postępu – w tym mój :( Czyli TCC (Total Conference Cost) = 500 zł. I 1 punkt karny. Ale do ad remu.

O 1/3 prelegentów mówić nie będę, z tej racji, że to moja firma :) Więc jeśli napiszę dobrze, to będę nieobiektywny, jeśli źle – to jeszcze gorzej :) Alek nie zdradził (całe szczęście) zbyt wielu sekretów mierzenia social media, choć zaprezentował nas nieco obecnym na sali brand managerom (he he), Michał i Dawid opowiadali o Małym Głodzie i Drevnym Kocurze, czyli  o dojnej krowie i gwieździe :)

Całość zaczął Mark Cowan. Ze swoim wspaniałym północnym akcentem (obstawiam, że jest ze Szkocji albo Irlandii – “introdUkszon”) mówił o tym, jak wspaniały jest Facebook. Trzeba dodać, że na sali siedzieli zarówno przedstawiciele agencji, jak i klientów, czyli brandmanagerowie_i_okolice, więc trzeba było mówić o rzeczach oczywistych.

O rzeczach dość oczywistych mówił też Grzegorz z Heartbeats, przedstawiając panel targetowania reklam na FB i wszelkie jego zawiłości. Musze przyznać, że bawi mnie to trochę – reklama na fb jest na takim etapie, że do wielu spraw można dojść zupełnie samemu – każdy kto ma fanpejdża i mocniej się nim zajmował, zna ten panel bardzo dobrze. Ale cóż – to jak z reklamą TV na początku lat 90tych – były one na poziomie prawie amatorskim…

Jakub Kwiatkowski z Opcomu czarował nas ostatnią kreacją dla P&G, a konkretnie dla Bruno Banani. I tu niestety w pochwałąch rozpływać się już nie mogę. Oprócz fajnych graficznie kreacji (które Opcomowi zawsze wychodziły), zobaczyłem wyniki rzędu kilku tysięcy fanów, przy czym targetowanie fanpejdży to… Włochy i Niemcy. Szybkie skorzystanie z panelu (o którym za chwilę miał mówić wspomniany Grzegorz) i już wiedziałem, że grupa ta jest 12 razy większa od Polaków na Facebooku. Tak więc wspomniany wynik przeliczony przez odpowiednie ratio to… 666 fanów. Wynik nie poraża right?

Nie poraża też ciągłe wspominanie o wyjazdach zagranicznych – guys, ja wiem, że fajnie jest wyjechać za granicę, ale ciągłe wspominanie o “naszym kliencie w Genewie”… come on :] To samo z wyjazdem na tropikalną wyspę – fajna sprawa, ale wspominanie tego przy kliencie każe mu myśleć, że decyzja o wyspie spowodowana była raczej chęcią wyjazdu a nie przesłankami marketingowymi :)

Na koniec zostawiłem sobie najbardziej kontrowersyjne IMHO wystąpienie, czyli Konrada “Wielkiego Hamulcowego” Traczyka :) (pseudonim wymyślił Dawid Szczepaniak, nie ja ;)

Otóż Konrad postanowił odpowiedzieć na 13 pytań związanych z Facebookiem, a raczej przedstawić 13 argumentów wdług których Facebookiem nie należy aż tak się ekscytować. I choć rzeczywiście generalnie z punktami które sygnalizował należy się zgodzić, to mówił o wielu sprawach jakby były to aksjomaty, a przecież pewności co do nich nie ma pewnie nawet sam Zuckerberg…

Dostało się nawet rekordziście, czyli Małemu Głodowi. Konrad – bez żadnych prawie argumentów – zadecydował, że tworzenie fanpage’y dla pojedyńczej akcji, jest bezsensowne. A sprawa przecież jest złożona co najmniej jak Ogr… ;)

Owszem, przy jednorazowych, krótkich akcjach, fanpage wokół którego zebrało się community może nagle stać się bezużyteczny – przychodzi nowa strategia, nowy brand hero, i nagle okazuje się, że trzeba wszystko planowac od nowa. Ale czy na pewno?

Po pierwsze nazwy fanpage’y MOŻNA zmieniać. Co prawda trzeba w tym celu napisać do Facebooka, ale przy powaznych akcjach marketingowych JEST to możliwe.

Po drugie dlaczego zakładamy, że celem samym w sobie jest jak najdłuższe utrzymanie jak największego community na fanpejdżu? Co to jest, konkurs na największy klan Diablo II? Mamy założenia akcji, mamy KPI, jeśli sa one spełnione, to aRivedeRczi. Można spróbować konwersji na nowy fanpejdż, można zacząć nowa kampanię. Można też równolegle fanpejdż brandu. Możliwości jest wiele.

Nikt nie powiedział też, że brand hero, czy hasło reklamowe to krótkoterminowa akcja. Są przecież przypadki, gdy hasło towarzyszy marce od lat… Od lat towarzyć może jej także pewna myśl, pewna idea, pewna potrzeba którż produkt zaspokoaja i to właśnie wokół niego może być osnuta idea społeczności. Świat fanpejdży konkretnych marek – tylko i wyłącznie – musiałby być niezmiernie nudny :)

Choć muszę przyznać, że konwersja (w tym wypadku na lojalność wobec marki i sprzedaż – a przecież o to chodzi) w przypadku fanpejdży kombinowanych, jest o wiele trudniejsza niż w przypadku zwykłych fanpejdży brandowych. Bo przecież można uwielbiać Małego Głoda, a niekoniecznie lubić Danio, czy nawet mieć na niego ochotę… Co by nie mówić, sama jego postać nie komunikuje nam ani trochę produktu jako takiego. Drevny Kocur radzi sobie tu nieco lepiej – wyraźnie komunikuje “czeskość”, a dla wielu ludzie czeskie piwo = dobre piwo.

Fanpage z brand hero prowadzi się oczywiście łatwiej. To ta sympatyczna osóbka mówi do nas, a nie jakiś przedstawiciel marki (marka przecież nie gada), więc chętniej wchodzimy z nim w interakcję. Tematy też dobrać jest nieco łatwiej, komunikacja to raczej gadka ze znajomym – zupełnie jak w przypadku innych znajomych na FB.

Sprawa jest więc wielowarstwowa i skomplikowana, co pokazują zresztą badania “czemu lajkujesz fanpejdża” które mam nadzieję dzisiaj tu wkleję. W przypadku brandowego możemy liczyć na fanów własnej marki, ale co jeśli ich zbytnio nie mamy? Może konkurs? Może nagrody? Ok, ale czy nie zwalą mi się tu przypadkowi ludzie?

Prosty wniosek jest tylko jeden – nie należy mówić o tych sprawach zbyt prosto i pewnie. Chyba że ma się na to dowody. Wyniki badań, case’y.

Tak czy inaczej konferencję uważam za udaną i gdyby nie ekstra koszty i wycieczka na parking to dzień uznałbym za całkiem przyjemny. Aha – do organizatorów przyszłych konferencji. Liczcie dokładnie ilość rozdawanych biletów. Brak krzeseł dla ponad 30 osób to uberfail.

SPODOBAŁO SIĘ? Polub blog na facebooku.

Michał Górecki
Jest człowiekiem renesansu przypadkowo zaplątanym w dzisiejszość. Po bezowocnej próbie bycia Dawidem w starciu z beznadzieją polskiego szkolnictwa wyższego (w zakresie informatyki a później marketingu), zaniechał wszelkich prób w tym zakresie (do czasu wyleczenia się z alergii na idiotów i niechęci do systemu feudalnego) i zadowolił się rekreacyjnym wykształceniem wyższym z zakresu turystyki. Zawodowo realizuje się jako strateg w Agencji Reklamowej HEUREKA. Gadżeciarz, pasjonat natury - lasu, gór i wody, woodcrafter. Uzależniony od ludzi i Facebooka. Fan swojej żony. Ojciec mini-geeka.

  • Ilona P.

    Jeszcze jedna rzecz – padł głos jednego z prelegentów, że kto niby w Polsce korzysta z facebook’a po angielsku – chyba tylko obcokrajowcy. Bo niby dlaczego korzystać po ang, skoro mamy polski?
    Tylko nikt ni wspomniał, że polskie tłumaczenia zawierają wiele błędów.
    I nawet slajd z błędem był pokazywany, obramowany czerwoną kreską. Tylko o błędzie nie wspomniano nic.

    Ciekawe, ile agencji zarządzających brand pejdżami ma tego świadomość;) Obserwując reklamy śmigające po facebook’u, niewłaściwie stargetowane podejrzewam, że niewiele.

    Co do opowieści o Ibizie odniosłam takie same wrażenie jak Ty:)

    I jak to dobrze, że Dawid stanowczo stwierdził, że moda na Facebook’a tak szybko nie minie. Bo tworzy się nowa jakość w polskim internecie. Uff:)

  • Ilona P.

    Jeszcze jedna rzecz – padł głos jednego z prelegentów, że kto niby w Polsce korzysta z facebook’a po angielsku – chyba tylko obcokrajowcy. Bo niby dlaczego korzystać po ang, skoro mamy polski?
    Tylko nikt ni wspomniał, że polskie tłumaczenia zawierają wiele błędów.
    I nawet slajd z błędem był pokazywany, obramowany czerwoną kreską. Tylko o błędzie nie wspomniano nic.

    Ciekawe, ile agencji zarządzających brand pejdżami ma tego świadomość;) Obserwując reklamy śmigające po facebook’u, niewłaściwie stargetowane podejrzewam, że niewiele.

    Co do opowieści o Ibizie odniosłam takie same wrażenie jak Ty:)

    I jak to dobrze, że Dawid stanowczo stwierdził, że moda na Facebook’a tak szybko nie minie. Bo tworzy się nowa jakość w polskim internecie. Uff:)

  • goo

    http://img.skitch.com/20100712-mjcd8wr44h85etqykem9kqyhs7.jpg

    To tyle jeśli chodzi o polską wersję. Dziękuję, postoję :)

  • goo

    http://img.skitch.com/20100712-mjcd8wr44h85etqykem9kqyhs7.jpg

    To tyle jeśli chodzi o polską wersję. Dziękuję, postoję :)

  • http://netgeeks.pl kmit

    Jedyna słuszna wersja to Pirate’s English (czy jak on się tam nazywa) ;D

  • http://netgeeks.pl kmit

    Jedyna słuszna wersja to Pirate’s English (czy jak on się tam nazywa) ;D

  • Ilona

    Arrr! :) English (Pirate) dokładnie się zwie;)

    Goo – i dlatego właśnie polskiemu fejsbuniowi nie ufam:) a po ang wyświetla Ci się “months”?

  • Ilona

    Arrr! :) English (Pirate) dokładnie się zwie;)

    Goo – i dlatego właśnie polskiemu fejsbuniowi nie ufam:) a po ang wyświetla Ci się “months”?

  • goo

    Children:
    Franciszek Górecki, 6 months

    :)

  • goo

    Children:
    Franciszek Górecki, 6 months

    :)

  • Ilona

    a wczoraj mój kumpel zauważył powiadomienie: “ilona likes your zdjęcie”.

    piękny jest język fejsbunia:)

  • Ilona

    a wczoraj mój kumpel zauważył powiadomienie: “ilona likes your zdjęcie”.

    piękny jest język fejsbunia:)