PS3 nie odpalałem chyba od pół roku. W sumie i blog został porządnie zaniedbany, a to ze względu na znaczne zwiększenie się obowiązków w realu. Klonowanie się nie jest tak proste jak na filmach SF :) A wspominam o dziecku nie bez kozery – odniosę się do tego w samej notce. Ale to o grze chciałem pisać.

Gra która skłoniła mnie do podłączenia konsoli w jeszcze nieskończonym remontowo domu to Heavy Rain. Zobaczyłem filmik i stwierdziłem że muszę ją mieć. Co prawda wolę sandboxy, a ta gra jest zaprzeczeniem idei sandboxa, ale jej nietypowość wciągnęła mnie. Choćby dlatego że opisuje się ją jako przygodówkę, a mnie boli bardzo, że przygodówki jako takie odeszły nieco do lamusa.

Ta gra to właściwie interaktywny film. Pisałem już przy okazji Assasina 2, że sandbox choć daje wiele możliwości, zabija epickość gry. Tutaj brak wolnej woli (czy też olbrzymie jej ograniczenie) właśnie epickość zwiększa. Owszem możemy bohaterem chodzić, ale do swobody daleko. Całość rozgrywki polega właściwie na wciskaniu odpowiednich, zasygnalizowanych na ekranie przycisków, w odpowiednim czasie. Tylko tyle i… aż tyle. Całość jest bowiem tak okraszona w sposób iście filmowy, że rzeczywiście mamy wrażenie oglądania filmu.

Zmiany kamery, muzyka, dialogi czy wreszcie niesamowity mo-cap. Tak, czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Ruchy postaci są niesamowicie naturalne, każda porusza się inaczej, posiada rozbudowaną mimikę twarzy, tiki, tryb chodzenia. Ten znowu zmienia się w zależności od akcji – bohaterowie kuleją, słaniają się na nogach, itp. I to jest świetne. Niektóre sceny wręcz śnią się po nocach :)

Gra teoretycznie nie jest liniowa. Teoretycznie, bo choć gram w nią drugi raz, na razie nie udało mi się znacznie odbiec od rozegranej już raz fabuły. Choć podobno jak najbardziej jest to możliwe. Nie chcę sobie jednak na razie psuć zabawy oglądając filmiki na youtube.

Tak więc za grą przemawia jej nietypowość, dobra grafika i świetna animacja, epickość i filmowość, praca kamery, napięcie i muzyka.

Minusy? Wieje nudą gdy gra się drugi raz, szczególnie w scenach przypominających… Simsy w wersji TPP ;) A wręcz taki symulator ojca :) Tak więc rzucamy bumerangiem, kręcimy syna na karuzeli, bawimy się z nim na huśtawce, pomagamy odrobić pracę domową, czy nawet w pewnym momencie… przewijamy dziecko. Fajny pomysł (choć śmiałem się, że odpalam PS3 gdy udało mi się uśpić Franka… po to by przewijać wirtualne dziecko, sic!). Całość jednak polega na nudnym wciskaniu poszczególnych przycisków… Ciekawsze są oczywiście momenty walki – tu wciskanie odpowiednich przycisków jest dość trudne, choć mam wrażenie, że sporą część walk można przegrać i niewiele to zmieni…

Fajne są sceny detektywistyczne, choć powiedzmy sobie szczerze, są mniej wymagające intelektualnie niż Police Quest 1…

Reasumując – grę warto zobaczyć i chyba warto w nią zagrać. Traktując trochę jak kino przyszłości. Kto wie, może tak będzie wyglądało? :)