Moje przemyślenia związane ze smoleńska tragedia opisałem na innym blogu, na którym opisuję rzeczy mniej geekowe, ale jeden temat wymaga poruszenia właśnie tu.

Otóż wśród wielu opinii które przewinęły się przez media i internet w ubiegłym tygodniu, można było usłyszec wiele głosów pouczających. Słuchanie ich było o tyle dziwne, że o ile pewne osoby są w pewnym stopniu moimi autorytetami jeśli chodzi o media, o e-biznes, czy nowe technologie, to nie wiem czemu osoby te miałyby być moimi autorytetami jeśli chodzi o sprawy zupełnie inne.
Tragedia która się wydarzyła dotknęła w jakimś stopniu nas wszystkich i każdy na swój sposób był w niej “ekspertem” (nie wliczając wątku lotniczo-technicznego). Każdy na swój sposób ją przeżywał i miał swoje spostrzeżenia.
Ja chciałem jednak skupić się o tym co działo się w tym czasie w internecie.
Otóż wielu “mentorów” starało się pouczac innych, jakoby internet nie był miejscem godnym przeżywania tragedii. Niektórzy krytykują wyrażanie swojego zdania na facebooku, zakładania takich, czy innych fanpage’y i grup, czy nawet umieszczanie wstążek na witrynach, zmianę profilowego zdjęcia, czy symboliczne “zapalanie wirtualnej świeczki” w postaci ” [*] “.
A ja pytam: dlaczego? Przecież internet to dzisiaj nasze medium. Nasze codzienne medium, nasz kanał komunikacji. Jak pisałem wcześniej, to nie wirtualny świat, to wirtualny kanał, którym komunikujemy nasz realny świat, nas samych, nasze odczucia i spostrzeżenia. Więc czy nie byłoby dziwnym, gdyby w obliczu takiej tragedii w internecie nic się nie wydarzyło? Gdyby pozostał cichy i niewzruszony? Gdybyśmy jak nigdy nic pisali o bzdurach na facebooku, ustawiali wesołe opisy na gg i zamieszczali zdjęcia z imprez? Dla mnie właśnie TO byłoby dziwne.
Nie mówię, że każdy musi tak robić. Ale nie lubię, gdy ktoś poucza mnie jak mam przeżywać żałobę.Niektórzy piszą, żeby wyłączyć telewizory. Może to jakiś pomysł. Ale nie jest on pomysłem uniwersalnym. Jedni potrzebują wtedy informacji i chcą koniecznie wiedzieć dlaczego to się stało, jeszcze inni potrzebują bliskości innych i zobaczenia wszystkiego na ekranie. Introwertycy może będa potrzebowali ciszy i spokoju, ale ekstrowertycy będą chcieli podzielić się swoim smutkiem z całym światem. Przecież tak działają na codzień…
Spotkałem się nawet z pełnymi jadu komentarzami o osobach ustawiających wirtualne znicze i nazywaniem ich pogarliwie “dziećmi neostrady”. Pytam się was szanowni mentorzy – dlaczego nie mam teraz wyszydzić szklanego słoika w którym płonie kawałek sznurka zanurzony w wosku? W czym ta szklana, gliniana, czy plastikowa czarka jest lepsza? Tym, że jest realna? Co jest w niej realne? Substancja z której jest zbudowana, czy może płomień?
A może po prostu to co się za nią kryje – uczucia, zaduma, przemyślenia, smutek? Może to tylko symbol?
Owszem, pewnie trudniej jest zrobić ileś rzeczy IRL. Trudniej kupić, zanieść i zapalić znicz, niż wcisnąć na klawiaturze nawias kwadratowy, shift-8, nawias kwadratowy i enter. I trzeba wstać od komputera, aby wywiesić flagę za oknem.
Ale dlaczego zakładacie, że ktoś tego nie zrobił? Dlaczego zakładacie płytkość jego uczuć, tylko dlatego, że wyraża je w internecie?
Internet STAŁ się realnie naszym medium, szczególnie w dobie social media. To tu na codzień wpisujemy co nas boli, co nas śmieszy, tu rozmawiamy ze swoimi znajomymi – nierzadko częściej niż robiliśmy to wcześniej. Co z tego, że tekstem? JA cieszę się czasami bardzo z tego że choć tak utrzymuję z nimi kontakt, pewnie w innym wypadku zadzwoniłbym raz na rok, albo i nie – a tak zamiast zupełnie o niektórych zapominać, jakoś tam z nimi pogadam.
Więc właśnie tutaj przelewamy też nasz smutek – w taki właśnie sposób jaki pozwala nam to narzędzie. Będzie to – choć dziwnie to brzmi – jakiś fanpage, będzie to grupa, czy avatar.
I co więcej, będzie to może czasami delikatniejsze, niż działanie realne. Ja na przykład – choć nie chcę tu rozwijać tego wątku – nie byłem za chowaniem pary prezydenckiej na Wawelu i wstąpiłem do facebookowej grupy wyrażającej sprzeciw, ale nie przyszłoby mi do głowy, aby iść na realną demonstrację wyrażającą to samo. Bez przesady, to nie protest górników. Nie czas na to – zupełnie. IMHO oczywiście.
Tak więc nie pouczajcie nas moi drodzy internetowi pisacze. Mamy dość autorytetów w społeczeństwie które to robią – ja słuchałem głosu Wajdy, Bartoszewskiego, czy abp. Pieronka. I głosy te były dość wyważone. Natomiast mówienie otwarcie “to jest dobre a to złe”, w takich okolicznościach, jest po prostu trochę nie na miejscu…
I trochę to chyba dziwne, że wy – apostołowie nowych mediów, nie zauważacie do końca, że tu komunikujemy także smutek i żałobę. To w sumie dość naturalne…

Moje przemyślenia związane ze smoleńska tragedia opisałem na innym blogu, na którym opisuję rzeczy mniej geekowe, ale jeden temat wymaga poruszenia właśnie tu.Otóż wśród wielu opinii które przewinęły się przez media i internet w ubiegłym tygodniu, można było usłyszec wiele głosów pouczających. Słuchanie ich było o tyle dziwne, że o ile pewne osoby są w pewnym stopniu moimi autorytetami jeśli chodzi o media, o e-biznes, czy nowe technologie, to nie wiem czemu osoby te miałyby być moimi autorytetami jeśli chodzi o sprawy zupełnie inne.
Tragedia która się wydarzyła dotknęła w jakimś stopniu nas wszystkich i każdy na swój sposób był w niej “ekspertem” (nie wliczając wątku lotniczo-technicznego). Każdy na swój sposób ją przeżywał i miał swoje spostrzeżenia.
Ja chciałem jednak skupić się o tym co działo się w tym czasie w internecie. Otóż wielu “mentorów” starało się pouczac innych, jakoby internet nie był miejscem godnym przeżywania tragedii. Niektórzy krytykują wyrażanie swojego zdania na facebooku, zakładania takich, czy innych fanpage’y i grup, czy nawet umieszczanie wstążek na witrynach, zmianę profilowego zdjęcia, czy symboliczne “zapalanie wirtualnej świeczki” w postaci ” [*] “.
A ja pytam: dlaczego? Przecież internet to dzisiaj nasze medium. Nasze codzienne medium, nasz kanał komunikacji. Jak pisałem wcześniej, to nie wirtualny świat, to wirtualny kanał, którym komunikujemy nasz realny świat, nas samych, nasze odczucia i spostrzeżenia. Więc czy nie byłoby dziwnym, gdyby w obliczu takiej tragedii w internecie nic się nie wydarzyło? Gdyby pozostał cichy i niewzruszony? Gdybyśmy jak nigdy nic pisali o bzdurach na facebooku, ustawiali wesołe opisy na gg i zamieszczali zdjęcia z imprez? Dla mnie właśnie TO byłoby dziwne.
Nie mówię, że każdy musi tak robić. Ale nie lubię, gdy ktoś poucza mnie jak mam przeżywać żałobę.Niektórzy piszą, żeby wyłączyć telewizory. Może to jakiś pomysł. Ale nie jest on pomysłem uniwersalnym. Jedni potrzebują wtedy informacji i chcą koniecznie wiedzieć dlaczego to się stało, jeszcze inni potrzebują bliskości innych i zobaczenia wszystkiego na ekranie. Introwertycy może będa potrzebowali ciszy i spokoju, ale ekstrowertycy będą chcieli podzielić się swoim smutkiem z całym światem. Przecież tak działają na codzień…
Spotkałem się nawet z pełnymi jadu komentarzami o osobach ustawiających wirtualne znicze i nazywaniem ich pogarliwie “dziećmi neostrady”. Pytam się was szanowni mentorzy – dlaczego nie mam teraz wyszydzić szklanego słoika w którym płonie kawałek sznurka zanurzony w wosku? W czym ta szklana, gliniana, czy plastikowa czarka jest lepsza? Tym, że jest realna? Co jest w niej realne? Substancja z której jest zbudowana, czy może płomień?A może po prostu to co się za nią kryje – uczucia, zaduma, przemyślenia, smutek? Może to tylko symbol?
Owszem, pewnie trudniej jest zrobić ileś rzeczy IRL. Trudniej kupić, zanieść i zapalić znicz, niż wcisnąć na klawiaturze nawias kwadratowy, shift-8, nawias kwadratowy i enter. I trzeba wstać od komputera, aby wywiesić flagę za oknem.Ale dlaczego zakładacie, że ktoś tego nie zrobił? Dlaczego zakładacie płytkość jego uczuć, tylko dlatego, że wyraża je w internecie?
Internet STAŁ się realnie naszym medium, szczególnie w dobie social media. To tu na codzień wpisujemy co nas boli, co nas śmieszy, tu rozmawiamy ze swoimi znajomymi – nierzadko częściej niż robiliśmy to wcześniej. Co z tego, że tekstem? JA cieszę się czasami bardzo z tego że choć tak utrzymuję z nimi kontakt, pewnie w innym wypadku zadzwoniłbym raz na rok, albo i nie – a tak zamiast zupełnie o niektórych zapominać, jakoś tam z nimi pogadam.
Więc właśnie tutaj przelewamy też nasz smutek – w taki właśnie sposób jaki pozwala nam to narzędzie. Będzie to – choć dziwnie to brzmi – jakiś fanpage, będzie to grupa, czy avatar.
I co więcej, będzie to może czasami delikatniejsze, niż działanie realne. Ja na przykład – choć nie chcę tu rozwijać tego wątku – nie byłem za chowaniem pary prezydenckiej na Wawelu i wstąpiłem do facebookowej grupy wyrażającej sprzeciw, ale nie przyszłoby mi do głowy, aby iść na realną demonstrację wyrażającą to samo. Bez przesady, to nie protest górników. Nie czas na to – zupełnie. IMHO oczywiście.
Tak więc nie pouczajcie nas moi drodzy internetowi pisacze. Mamy dość autorytetów w społeczeństwie które to robią – ja słuchałem głosu Wajdy, Bartoszewskiego, czy abp. Pieronka. I głosy te były dość wyważone. Natomiast mówienie otwarcie “to jest dobre a to złe”, w takich okolicznościach, jest po prostu trochę nie na miejscu…
I trochę to chyba dziwne, że wy – apostołowie nowych mediów, nie zauważacie do końca, że tu komunikujemy także smutek i żałobę. To w sumie dość naturalne…

SPODOBAŁO SIĘ? Polub blog na facebooku.

Michał Górecki
Jest człowiekiem renesansu przypadkowo zaplątanym w dzisiejszość. Po bezowocnej próbie bycia Dawidem w starciu z beznadzieją polskiego szkolnictwa wyższego (w zakresie informatyki a później marketingu), zaniechał wszelkich prób w tym zakresie (do czasu wyleczenia się z alergii na idiotów i niechęci do systemu feudalnego) i zadowolił się rekreacyjnym wykształceniem wyższym z zakresu turystyki. Zawodowo realizuje się jako strateg w Agencji Reklamowej HEUREKA. Gadżeciarz, pasjonat natury - lasu, gór i wody, woodcrafter. Uzależniony od ludzi i Facebooka. Fan swojej żony. Ojciec mini-geeka.