Dla wielu osób przesiadka na Maka wiąże się przede wszystkim z dużym wydatkiem i właśnie do nich chciałby skierować swój tekst. Być może uda mi się przekonać kilka osób do zakupu lub też kilka innych od niego odwieźć bo nie ma co ukrywać, że komputery Apple nie są dla wszystkich i nie każdy będzie zadowolony z tony wydanych srebrników.
Komputer, który kupiłem to 15 calowy Macbook Pro 3,1 (Late 2007) z zegarem taktowanym na 2,2 GHz.
Mój model nie ma jeszcze obudowy unibody czyli wykonany jest zgodnie ze starym, dobrym wzorcem znanym jeszcze z legendarnych PowerBook’ów. Przez dwa lata intensywnego użytkowania (80% w domu, 20% poza nim) nabawiłem się kilku rys na baterii i jednej dość dużej pod klawiaturą. Dodam, że nie dbałem o niego super nadzwyczajnie – nie mam na niego ni futerału, ani torby – sprzęt przewożę w oddzielnej kieszeni plecaka. Nasuwa to wniosek, że nie ma co się martwić o jakoś wykonania. Komputer jest dużo mocniejszy niż większość laptopów ze sklepu dla idiotów, które widziałem w swoim życiu ;))
Mimo swojego dość sędziwego wieku jak na pct’owskie laptopy mój maczek nadal bardzo dobrze radzi sobie w profesjonalnym zastosowaniu – na co dzień pracuję w Photoshopie z plikami przeznaczonymi do internetu (głównie projekty stron www, wymiary plików może nie są porażająco wielkie ale za to czasem mają po kilkaset warstw i sporo smart object’ów). Zdarza mu się złapać zadyszkę ale podejrzewam, że jest to związane z 2gm pamięci RAM i permanentnym brakiem miejsca na dysku twardym ;).
Niestety piętą Achillesową mojego modelu jest bateria i po części karta graficzna. Jeżeli chodzi o kartę to sprawa jest dość prosta i opisałem w jednej ze swoich poprzednich notek – NVIDIA dała ciała przy produkcji modelu GeForce 8600, które po ok. 1,5 roku przepalają się i wymagają wymiany. Na szczęście Apple nie schowało głowy w piasek i bardzo szybko rozpoczęło program wymiany wadliwych kart (oczywiście w systemie pogwarancyjnym). Wszystkich zainteresowanych zapraszam do odpowiedniego wpisu.
Z baterią sprawa nie jest już taka prosta. W zasadzie nie ma z nią żadnego konkretnego problemu ale po około roku zaczęła trochę wariować. Pojemność skakała jak głupia (raz 60% raz 96%) żeby ustabilizować się na około 50% (co pozwala na przeglądanie internetu przez około 1,5h) po ponad 550 cyklach. Nie jest niby dramatycznie (na początku było super – 15 calowy laptop w 2007 roku wytrzymujący 4h pracy to było coś ;)) ale spodziewałem się czegoś więcej. Dodam, że to nie tylko moje odczucia bo na forum MyApple co jakiś czas pojawiają się opinie podobne do mojej.
Kiedy decydowałem się na zakup miałem dość wyidealizowaną wizję Leoparda. Po dwóch latach nadal uważam, że to najlepszy system na rynku choć ma swoje minusy. Czasem lubi zwariować kiedy podłączę pod niego jakieś dziwne urządzenie (np. przy próbie podłączenia laserowej myszki no-name zawsze widziałem niezbyt miłą informację o konieczności wykonania resetu ;)) lub gdy rozpędzę się i pootwieram zbyt wiele plików na różnych Spaces. Oprócz tego zwis systemu jako takiego zdarzył mi się może 2-3 razy. Oczywiście nie mówię tu o aplikacjach firm trzecich – niektóre z nich (zwłaszcza porty z linuxa) lubią się wywalić.
Komputer restartuje w zasadzie tylko wtedy gdy instaluje jakiś ważniejszy update lub dla lepszego samopoczucia co ok. 40-60 dni. W między czasie mam dostęp do laptopa zawsze po 2 sekundach od otwarcia klapy. Nieźle, prawda?
Piękne jest to, że po otwarciu komputera w zasadzie nie potrzeba nam żadnego innego softu do tego, żeby wykorzystywać go do podstawowych zadań. Jeżeli chodzi o przeglądarkę to na zmianę korzystam z Safari i Firefoxa (zmieniam je co około pół roku:)) a Mail.app zastąpił mi interface Gmail.com. Pomimo tego, że bardzo lubię iTunes to odkąd moja kolekcja nagrań (oczywiście ripowanych z oryginalnych, legalnie zakupionych CD!:)) powiększyła się do kilku tysięcy nagrań widok albumów (nie mówiąc o bajeranckim acz mało użyteczny Cover Flow) zaczyna trochę przycinać. Pozostaje powrót to tradycyjnej listy kawałków znanej choćby z WinAmp’a.
Do zastosowań biurowych (tak jak i na Windowsie) spokojnie wystarcza darmowy OpenOffice.org chociaż jeżeli ktoś robi dużo prezentacji multimedialnych zdecydowanie polecam Keynote z pakietu iWork – w porównaniu np. z Powerpointem naprawdę kopie tyłek ;) Szkoda, że reszta zawartych w nim aplikacji nie jest już taka wspaniała. O ile osobiście lubię Pages to niestety Numbers w porównaniu z Exelem wypada dość blado.
Natomiast zawsze brakowało mi jakiegoś dobrego odtwarzacza filmów z napisami. Teoretycznie jest QuickTime Pro ale za niego trzeba płacić (ja osobiście nie lubię płacić za programy służące do tak trywialnych czynności). Teoretycznie jest VLC ale ono jednak ciągnie trochę Linuxem (choćby panel preferencji). Teoretycznie jest PYM Player. Wszystko to w teorii a mi brakuje mi jednej, konkretnej aplikacji, która będzie wymiataczem takim jak kiedyś AllPlayer lub dzisiaj SubEdit. Może to odpowiednia nisza dla którejś z polskich grup makowych programistów?:)
Warto też nadmienić, że minęły już czasy gdy Photoshop działał szybciej na komputerach z jabłuszkiem. Teraz nie odczujecie żadnej różnicy w wydajności sprzętowej w porównaniu do takiego samego komputera z zainstalowanym Windowsem.
Poza tym możliwości pracy z grafiką trójwymiarową są zdecydowanie mniejsze. Producenci nie przewidzieli makowej wersji popularnego 3ds max czy też CADa, zostają Maya i Cinema4d. A nie po to przecież kupujemy jabłuszko, żeby odpalać na nim Windowsa, prawda?:)
Właśnie za to kocham środowisko OSx. Za różnego rodzaju udogodnienia, które przyspieszają moja pracę o 200%. Nie będę się tu rozpisywał dokładnie nad ich zastosowaniem bo to temat na oddzielną notkę ale niezdecydowanym radzę poczytać jak magicznie można używać Expose w połączeniu ze Spaces.
Oprócz tego szokiem było dla mnie wszechobecne drag’n’drop. Niby to samo powinno być na każdym innym systemie ale tutaj serio wszystko można przeciągnąć wszędzie. Ponownie w połączeniu z poprawionym z Snow Leopardzie Expose przyspiesza pracę o kolejne kilka minut dziennie. Niby mało ale jeżeli policzyć to w skali roku to uzbiera się przynajmniej jeden wolny dzień więcej.
Specjalnie pomijam tutaj kwestię designu ale nie zastanawialiście się kiedyś czemu 90% nakładek na XP albo Linuxa zmienia wygląd na a’la MacOS i dodaje Dock’a?
MacOS jako system wymaga trochę innego podejścia do komputera niż to do którego przyzwyczaił nas Microsoft. Nie ma tu miejsca na kombinowanie i obchodzenie jakiś przedziwnych problemów. Z komputera trzeba po prostu korzystać i cieszyć się życiem ;). Po co np. zajmować się ręcznym katalogowaniem nagrań muzycznych skoro automatycznie zrobi to za nas iTunes? A jeżeli ktoś jest bardzo przywiązany do swoich nazw katalogów to zawsze można wyłączyć import do iTunes i trzymać bibliotekę w innym miejscu na dysku.
Przed dokonanie zakupu zastanówcie się dokładnie trzy razy. Internet pełen jest frustratów, którzy spodziewali się czegoś zupełnie innego mimo, że nikt im tego nie obiecywał.
[...] źródło: netgeeks.pl Follow us on Twitter 27 śledzących RSS Feed 248 czytelników Macbook Pro po dwóch latach – kilka porad dla niepewnym switcherów 1 głosuj! Nawet nie zauważyłem, że ostatnio minęły dwa lata odkąd zostałem [...]
kupilem maca mniej wiecej w tym samym czasie (pazdziernik 2007) i do dzis smiga super, co prawda wymienilem baterie na nowa, ale poprzednia usmazylem niechcacy, z grafika nie mialem jeszcze problemow, odpukac, photoshop daje rade nawet z ogromniastymi plikami (50mb psd z kilkuset warstwami)
jedyny zonk jaki zaliczylem to odmowa wspolpracy z monitorem dell wfp3007 w rozdzielczosci 2560×1600 chociaz teoretycznie powinien tyle uciagnac.
Ja mam maczka o pół roku krócej. Pierwszy, biały macbook dokonał żywota a lato, zalany sokiem pomarańczowym. Teraz jestem szczęśliwym posiadaczem Macbooka Pro unibody. To prawda, nie zamieniłbym go na na windowsowego lapka za żadne skarby. Errory na netbooku mojej żony – menedżer urządzeń, jakieś komunikaty, restarty, mulenie się, brrrr. Zapomniałem już o tym :) Po windowsie xp najbardziej ucieszył mnie wreszcie działający tryb uśpienia. Zamknięcie obudowy, 2 sekundy i mogę bez obaw włożyć laptop do plecaka. Windows lubił włączać się nagle w dziwnych momentach. Otwieram, 3 sekundy i już pracuję. Boskie!
Kmita, nie rozumiem tylko twoich problemów z odtwarzaczem. Da mnie VLC jest genialny. Nie wiem co w nim jest “linuxowego” :) Obecnie nie oglądam filmów na laptopie, ale kiedy muszę – tylko VLC. Nie jest to SubEdit, ale mimo wszystko…
W Maku kocham jeszcze to, że aplikacje są leżącymi w jednym miejscu pakiecikami, że można zassać automatycznie wszystkie pliki i ustawienia użytkownika z innego dysku i za wiele, wiele innych spraw.
Jeśli chodzi o 3d na Maku to polecam rewelacyjne Modo (teraz już w wersji 401). Pierwotnie soft głównie do modelowania ale powoli dogania inne poważne pakiety. W ostatniej wersji poważnie rozbudowali możliwości animacji. Jednak najlepsze w modo jest to że jest w świecie 3d tym czym Mac w świecie komputerów. Jest genialnie proste w obsłudze. No i ta cena (ok. 1000 USD). Jak kupie maka (za jakiś miesiąc lub dwa) to będzie jeden z pierwszych zainstalowanych softów.
Modo startowało w czasie kiedy sam interesowałem się jeszcze dość mocno 3d. Widze, że ma też triala na maczka, fajnie. Sprawdzę niedługo ;)
Do odtwarzania filmów polecam kapitalny MPlayer OS X Extended. Niby port z Linuxa, ale doskonale sportowany na Mac OS :) Zwłaszcza najnowsza wersja.
Hmmm a po co takie dziwne wygibasy z odtwarzaniem filmów? Ja zainstalowałem Periana i problem mam z głowy – QT gra to co trzeba :) SubEdita nie cierpiałem bo miał nadmiar opcji ;P A pod Windows do niedawna oglądałem na notebooku w WMP – naprawdę mocno się zmienił ten program i daje się całkiem przyjemnie z niego korzystać.
Od miesiąca mam wreszcie MacBooka – najbardziej cieszą się dzieciaki bo ustąpiłem miejsce przy iMacu ;)
Dobry post. Nie ma rzeczy idealnych.
“A jeżeli ktoś jest bardzo przywiązany do swoich nazw katalogów to zawsze można wyłączyć import do iTunes i trzymać bibliotekę w innym miejscu na dysku.”
Jestem, ponieważ mam własny sposób na katalogowanie muzyki i chcę pracować na plikach, praca na bazie iTunes nie wchodzi w grę. Będę wdzięczny za jakieś porady na priv bądź w ramach osobnego posta.
Na OSX pracuję od niedawna. Obecnie wykorzystuję do muzyki następujący zestaw oprogramowania (słuchanie, zarządzanie kolekcją): Finder + Cog + ID3 Editor . Nie jest to dla mnie tak poręczne jak Total Commander + Winamp z platformy MS, czy XMPP + Midnight Comander z Linuxa. Liczę, że może ktoś bardziej doświadczony pomoże mi uzyskać użyteczną dla mnie funkcjonalność, zanim dogooglam się przez święte wojny do najlepszego rozwiązania ;)
Jeżeli chodzi o iTunes:
- wchodzisz do preferencji (cmd + ; )
- zaawansowane
- i odznaczasz dwa ticki: Utrzymuj porządek w katalogu iTunes Media i Pliki dodawane do biblioteki kopiuj do iTunes Media
I teraz możesz trzymać pliki w jaki kolwiek sposób chcesz. a gdy przeniesiesz je do iTunes to nie będą nigdzie kopiowane tylko odgrywane bez pośrednio z wskazanego przez ciebie miejsca.
Szczerze mówiąc nie rozumiem tego w jaki sposób słuchasz muzyki ;) Ale jeżeli nadaj iTunes nie będzie ci odpowiadał napisz do mnie – może coś wymyślimy.
brak edycji tagów ID to kolejny problem, ale Cog też tego nie ma ;)
Jak to nie? Zaznaczasz utwór/utwory i cmd+i ;)