Nie możemy o tym nie napisać. Od premiery iPada minęły już 24 godziny, a cały internet huczy od opinii. Głównie negatywnych rzecz jasna. No bo jak tu podniecać się czymś co jest paskudnym produktem marketingowym i wymysłem Steve’a Jobsa? Ano można
Artur Kurasiński napisał bardzo fajną, rzeczową notkę, ja jednak podejdę do tematu nieco inaczej. Chciałem ocenić tę nowość w trzech kategoriach, bo wydaje mi się że w opiniach mieszają się trzy różne sprawy. Po pierwsze sam show, po drugie idea tabletu jako takiego, po trzecie wreszcie iPad jako tablet.
Show Steve’a Jobsa
Steve umie robić show. Niewątpliwie. Ubrany w swój odwieczny, kaszmirowy czarny półgolf wsadzony oczywiście do środka Levisów 501 i buty do biegania (po scenie?) New Balance robi większą furorę niż niejeden krawaciarz. Tak można przynajmniej sądzić patrząc na reakcję tłumów zgromadzonych w Yerba Buena Center w San Francisco.
Ja jednak tego show do końca nie kupuję. Trzeba przyznać – jest genialnie przygotowany i zapięty na ostatni guzik (ciekawe ile ćwiczy
ale na wskroś amerykański. I nawet dla takiego USA-maniaka jak ja – zbyt amerykański. Szczególnie jeśli prezentuje się produkt, który przecież wielce rewolucyjny nie jest. A przynajmniej większość z jego funkcjonalności. Śmieszyło mnie gdy publiczność krzyczała głośne „WOOOOW”, gdy Steve pokazywał takie „niesamowite” rzeczy jak SCROLLOWANIE, ODPALANIE VIDEO, czy KLIKANIE LINKÓW. No cóż, nie oszukujmy się, tablet jako konstrukcja rzeczą zupełnie nową przecież nie jest.
Tutaj muszę też napisać akapit dla wszystkich anty-fan bojów Apple. Mam taką teorię, że on jest silniejszy niż ruch fan-bojów
Otóż naprawdę MOŻNA mieć produkt Apple i nie być fanbojem. Macbooka kupiłem po wielu, wielu latach użytkowania komputerów z windowsem (i corocznych – od 1997 roku – porażkach z linuxem). Nad telefonem nadal się zastanawiam, a do odtwarzania filmów, muzyki i zdjęć na telewizorze wybrałem PopCorn Hour na linuxie. I nadal nie zamieniłbym Macbooka na żaden inny komputer (choć iPoda shuffle z chęcią bym zamienił!)
Tablet
Drugi atak skierowany w stronę iPada to wątplwości czy tablet jako taki to dobry pomysł. Tablet rozumiany jako urządzenie wielkości netbooka (9 cali), bez klawiatury, z ekranem dotykowym, z dość prostym systemem operacyjnym. Wielkością zbliżone do komputera, funkcjonalnością – do iPod Toucha. Jeśli będziemy je oceniać jako komputer (jak robi chyba większość osób) – to pewnie niewypał. Ale dlaczego mamy go tak oceniać?
Ioptymalizacja, czyli optymalny zakup urządzeń w dzisiejszym świecie (a wiele z nich przeciez pokrywa się funkcjonalnością) to dość trudna sprawa i sam się nad tym ciągle zastanawiam (pewnie o tym będzie następna notka). Sam wątpiłem i wątpię nadal po co mi netbook. Ale wiem, że dla osób posiadających komputer stacjonarny może to być rozsądny wybór. Wszystko zależy od podejścia, od tego gdzie i kiedy chcemy tego używać, od naszego stylu życia i przyzwyczajeń. A także od uzależnienia od internetu
Różnice między telefonem, nawet dotykowym, a tabletem są oczywiste, więc nie będę ich tu przytaczał. Ze wszystkich funkcji które oferuje iPod touch, możemy korzystać na iPadzie – tylko lepiej i przejrzyściej. Mamy muzykę, filmy (nie mini filmy), ebooki (nie mini-ebooki). Mamy gry, a nie mini-gry. Wszystko większe, przejrzystsze. Oczywiście kosztem poręczności. Tablet to nie jest urządzenie które możmey schować do kieszeni (chyba że nosimy ogrodniczki lub kangurkę
Ale nie do końca jest to problemem. Ja na przykład noszę prawie zawsze ze sobą plecak miejski lub torbę, więc problem znika. A dylemat czy miałbym wyjmować tablet (powiedzmy 10 sekund) i mieć wszystko o wiele lepszej jakości, czy wyjmować iPoda/iPhone’a (powiedzmy 4 sekundy) i mieć wszystko na małym ekranie jest realny. I ja chyba wolałbym pierwsze rozwiązanie – tak samo jak wolę podczas moich turystycznych eskapad nosić mojego Nikona D90 (śmierć kanonierom!
) niż o wiele lżejszego i poręczniejszego Coolpixa, który zmieściłby mi się do kieszeni. Jakość.
A teraz określmy drugą granicę, czyli styk z laptopem. Posiadanie netbooka i tableta uważam za bezsensowne, ale jak mówiłem mnie, jako posiadacza 13″ laptopa, netbook zupełnie nie interesuje. Mobilność Macbooka zupełnie mi wystarcza.
Ale jednak są momentu, w których go nie wyjmę. Jest to po prostu zbyt pretensjonalne. Może to kwestia psychiki, ale otwarcie komputera (nawet gdy odpala się w 5 sekund) i postawienie go na stole to już pewien ceremoniał. A już na pewno nie zrobię tego na stojąco, czy idąc. Za to spokojnie wyobrażam sobie obsługę tabletu nawet podczas stania w kolejce, na przystanku, czy podczas marszu – używając Google Maps (jako mapa jest niezastąpiony, choć przydałby się model z GPS). Obsługa takiego urzadzenia różni się diametralnie od obsługi laptopa. Trzyma się je w jednym ręku, obsługuje drugim. O wiele łatwiej coś komuś pokazać, obrócić. Dotyk zwiększa możliwości jednych rzeczy, zmniejsza innych. To nie jest zwykły komputer. I nie wymagam od niego komputerowego systemu operacyjnego. Mam tylko jedną obawę z nim związaną, ale tym podzielę się pod koniec artykułu.
iPad jako tablet
I wreszcie rzecz najważniejsza. Czy iPad jest dobrym tabletem? Zacznijmy od nazwy bo i ona wywołała wiele kontrowersji. Mnie od początku zdziwiło podobieństwo do iPoda (co więcej, Amerykanin przecież o iPodzie powie „ai pad” a o iPadzie – „ai paed” ). Ale może było to zamierzone? W końcu iPadowi najbliżej właśnie do tego urządzenia, bliżej niż do laptopa… Po drugie pad to podpaska, czy wkładka higieniczna. Nie będę wklejał filmu nakręconego jakiś czas temu, nabijającego się właśnie z iPodpasek, pewnie już go znacie. Rozumiem Japończyków wydających konsolę o nazwie „Siku” (Wii), ale Amerykanie? No cóż
Ale wróćmy do funkcjonalności. Jak już pisałem – iPad nie jest pierwszym tabletem. Ale przecież iPhone nie był pierwszym smartphonem… Pamiętam te głosy krytyki – brak MMS, brak copy&paste, brak wielozadaniowości, itp. I co? I nic, reszta smartfonów nadal nie może otrząsnąć się z szoku, kiedy kurz opadł zobaczyli tylko tyłek iPhone’a na horyzoncie. I widzą go nadal.
Czy to tylko marketingowa papka, którą bezmyślnie łykają miliony, jak to twierdzi klub anty-fanbojów Apple? Nie sądzę. Nie da się ukryć, że pod kątem użyteczności, „miodności” obsługi i po prostu designu, produkty Apple nie mają sobie równych. A technicznie? Pokażcie mi smartfon działający tak szybko i sprawnie jak iPhone. I mający taki interface. Android? Jeszcze nie…
Ale o iPadzie miało być. Więc czy na tle innych tabletów to dobre rozwiązanie? Przyznam szczerze, że nie siedziałem zbyt dużo w temacie, ale wiem co nieco. Co może z nim konkurować? Choćby JooJoo, czy będące ciągle jedynie w planach HP Slate, Notion Ink, MSI, Quanta, ICD Vega, czy tablet Google. O tych które są w planach mówić dużo nie ma co, bo nie wiadomo jakie będę. JooJoo natomiast nie powala. 12 cali to jednak trochę dużo, 4GB dysku to straszna bieda, a 5 godzin to połowa tego co potrafi iPad. Zdecydowanym plusem natomiast jest kamera i gniazdo USB.
Apple jak zwykle zdecydowało się na kilka dziwnych ruchów – właśnie na brak zamontowania kamery i portu USB, czy choćby (konsekwentnie) braku obsługi flasha. Ale nie zapominajmy że nie to ma być największą zaletą tego gadżetu.
Czy wiecie czego najbardziej zazdroszczę iPhonowi? App store. Na moją windę muszę ściągać programy rozsiane po necie, shareware, czasem coś kupić, nie wiem co to jest, czasem 3 darmowe do wyboru ale każdy do niczego. App store to rozwiązanie które zrewolucjonizowało soft na komórki.
A aplikacje z app store (miliony) są kompatybilne z iPadem. W rozmiarze oryginalnym, lub double pixel. Od zupełnie zbędnych bajerków po gry wykorzystujące dotyk i akcelerometr. Zupełnie inna jakość grania (czy o wiele lepsza – nie wiem, na pewno inna).
Do tego ebooki i gazety w wersji elektronicznej. Można dyskutować nad tym czy e-papier nie jest sto razy lepszy od świecącego ekranu, ja powiem szczerze korzystam z komputera cały czas, a oczy ani mnie nie bolą, ani się nie psują. Pamiętam panikę związaną z telewizorami i promieniami X. Od 1986 roku spędzam naprawdę dużo czasu przy komputerze
I nawet nie nosze okularów. Czy e-papier jest rzeczywiście taki niesamowity? Nie wiem. Ale na pewno nie wydam tyle kasy na urządzenie TYLKo do czytania książek.
Reasumując: show Jobsa – ogólnie nawet tak, ale tym razem raczej mnie nie kupił. Idea tabletu – raczej tak, myślę że to przyszłość, szczególnie w konfiguracji laptop + tablet + zwykły telefon. A iPad jako tablet? Jeszcze nie wiem. Na pewno trzeba poczekać na drugą wersję, czy też na pojawienie się konkurencji. Na pewno Apple znów wyznacza pewien standard i znowu, choć w produkcie brakuje standardów, będzie w czołówce. A po pojawienie się kolejnych tabletów pojawi się dylemat znany teraz ze smartfonów – szybki, ładny, user-friendly, jednak ograniczony i nieco zamknięty produkt Apple, czy produkt innej firmy – z nie tak ładnym interfejsem, nie tak szybki, nie tak popularny, z mniejszą ilością aplikacji,choć z bardziej otwartą architekturą, z większymi możliwościami i innymi standardowymi rzeczami o których Apple zdołało zapomnieć… A jutro postaram się napisać o dylematach skompletowania ekwipunku e-rycerza XXI wieku


Pingback: iPad - hit czy kit? - develway.pl - wiadomości dla programistów, wiadomości IT, świeże linki ze świata IT