Renaissance parkour, czyli Assassin’s Creed 2

ac2

Na tę grę czekałem dobre pół roku. Od pierwszej zapowiedzi oglądałem wszystkie filmiki, trailery, screeny, czytałem wywiady. Miałem olbrzymią nadzieję, że się nie zawiodę. I… w sumie nie zawiodłem. Choć nie do końca.

Tej gry nie da się opisać komuś kto w nią nie grał. Można porównać ją do innych gier z gatunku “skradanek” – choćby do słynnego Thiefa, czy późniejszego i osadzonego w dzisiejszych realiach Hitmana. Ale ja określiłbym ją raczej jako połączenie skradanki, nowoczesnej platformówki i zwykłej hack and slash. Ale może najpierw cofnijmy się do części pierwszej.

W pierwszego Assassina grałem jeszcze na klawiaturze i myszce, w czasach gdy nie posiadałem konsoli. Gra dla PCtowca wydawała się dość nudna. Szablonowe misje, powtarzane w tle głosy postaci i inne tego typu mankamenty spowodowały, ze dość szybko ją odstawiłem. Wróciłem do niej po jakimś czasie – z nudów. Chciałem po prostu trochę pobiegać po dachach. Właśnie – to chyba w tej grze jest najfajniejsze. Gdyby tak przebrać bohatera w dzisiejsze ciuchy i zbudować mapę dzisiejszego miasta otrzymalibyśmy całkiem fajny parkour. I to parkour bardzo miodny. I to chyba stanowi o grywalności tejże gry.

YouTube Preview Image

Po chwili nie przeszkadza nam zupełnie to, że bohater skacze z 20 metrów w kupę siana, łapie się parapetu po 5 metrowym skoku i wspina się po prawie gładkiej ścianie. To tak jak w Matrixie – takie są założenia tego świata i bohaterów, wczuwamy się i… biegamy, skaczemy, biegamy, skaczemy.

Twórcy odrobili rzeczywiście pracę domową. Dwójka ustrzegła się większości błędów jedynki. Przede wszystkim misje są o wiele bardziej zróżnicowane, właściwie główny trzon rozgrywki stanowi historia iście filmowa z prawie niepowtarzalnymi zadaniami. Owszem, można realizować misje poboczne (niestety tu nudne i powtarzalne, np pobicie niewiernego męża), ale nie są one wymagane do rozgrywki.

Olbrzymią zaleta gry miała być jej nieliniowość. Co prawda już AS1 był w miarę sandboxowy, ale tym razem autorzy serwują nam o wiele więcej. Miasta są całkiem rozbudowane – (szczególnie Wenecja, która jest OLBRZYMIA!) i dość wiernie odwzorowane – spokojnie rozpoznawałem części Wenecji w których kiedyś byłem :) Wszystko jest dopieszczone i kolorowe, renesans bije z każdego elementu gry. Można nawet farbować swój strój zgodnie z modą danego miasta!

Tym razem możemy kupować broń (choć niestety nie wystarczy odpowiednia ilość gotówki, poszczególne bronie i zbroje odblokowywane są w trakcie rozgrywki). Jest tu też istny raj dla kleptomanów – po całek krainie rozsiane są skarby, pióra, statuetki i inne rzeczy które można kompletować (jeśli ktoś ma ochotę).

Bardzo, ale to BARDZO pozytywnie zaskoczył mnie poziom zagadek logicznych. Te początkowe są dość łatwe, ale w miarę rozgrywki stają się na prawde trudne – przypominające porządne testy na IQ ;) Niektóre zajmowały mi (z żoną która uwielbia takie łamigłówki) nawet 15 minut – obiecaliśmy sobie że nie korzystamy z podpowiedzi z netu:P

W skrócie – zanim przejdę do minusów – w tą grę po prostu trzeba zagrać. Bieganie po wieżach i dachach jest mega wciągające, czasami przy wchodzeniu na duże wysokości dosłownie miękną pod tobą nogi. Twoje, nie bohatera.

A teraz to gdzie gra nie do końca jest zgodna z moimi oczekiwaniami. A szkoda, bo w niektórych przypadkach nie trzeba było wiele więcej zrobić… Szczególnie przy grze z takim rozmachem. Więc:

1. Gra jest za łatwa

Niestety. Tak na prawdę przeszedłem ją w 4 dni. Ok, może akurat mogłem grać całymi dniami, ale mimo wszystko to dość szybko. Nie chodzi o długość misji, chodzi bardziej o to, że nie zaciąłem się na dłużej w żadnym miejscu… Właściwie jedyne trudne momenty to elementy “parkourowe” właśnie. Kilka razy wymagane jest niezłe hopsanie na czas, a ten płynie nieubłaganie. Powtórki konieczne. O walce nie wspomnę (szerzej w następnym punkcie), ta jest banalnie prosta – ba, nawet prostsza niż w części pierwszej! W jedynce pokonanie przeciwników pod koniec gry było jednak wyzwaniem, nie mówiąc już o ostatniej walce. Tutaj – z możliwością 15-to krotnego leczenia się jest to mega banalne. Widowiskowe, fajne, ale banalne :(

2. Za mało skradania

Konstrukcja gry (całość dzieje się niby we wspomnieniach bohatera i jego przodków) powoduje, że można bezkarnie powtarzać różne fragmenty rozgrywki, a zabici wrogowie respawnują się po skończonych misjach. Pozostaje wskaźnik “narozrabiania” w danym mieście, ale ten łatwo jest obniżyć zrywając plakaty, albo opłacając herolda. Tak na prawdę znakomitą większość misji (chyba że wytyczne mówią inaczej) można zrealizować w stylu “Rambo”. Zamiast kombinować jak odciągnąć strażników możemy po prostu wyrżnąć ich w pień. Tutaj aż chce się przypomnieć Hitmana, gdzie z duszą na ramieniu, przebrany za kelnera lub radzieckiego żołnierza przeczesywałem pokoje ambasady. Choć z drugiej strony kontrukcja savów konsolowych powoduje, że misje z kryterium skrytości są dość trudne (bo wykryciu wraca się do ostatniego checkpointa). Tak czy inaczej – niesmak. W końcu to assassin, a nie morderca…

3. Zbyt mała różnorodność

Wiem, wiem, sam pisałem że miasta są śliczne. Bo są. Ale właśnie dlatego pewne rzeczy aż tak bardzo denerwują. Dlaczego wszystkie wieże są aż tak do siebie podobne? W tak zróżnicowanym mieście jak Wenecja, kiedy zdobywamy kilka wież jedna po drugiej, właściwie mamy non stop wrażenie deja vu. W danym mieście mamy chyba jakieś 3-4 rodzaje wież. Tak trudno było wymyślić coś bardziej skomplikowanego? Za piątym razem wchodzi się właściwie jak po drabinie…

To samo z misjami pobocznymi. Ok – główny wątek jest rzeczywiście bardzo zróżnicowany, ale dlaczego wszystkie misje “pobij kogoś” dotyczą czyjegoś niewiernego męża? Przecież to śmieszne wręcz… W takiej grze – taki fuckup.

4. Zbyt głupi przeciwnicy

Może rzeczywiście tak właśnie ma wyglądać mechanika walki, ale to trochę żałosne. Każdy przeciwnik czeka na zaatakowanie ciebie, w kolejce, jak po mięso. Why? Można to było inaczej rozwiązać…

Reakcje przeciwników też są trochę dziwne. Z jednej strony czasem reagują całkiem nieźle, z drugiej za nieruchomym strażnikiem można wymordować pół miasta, a on się nie odwróci.

5. Niewyważony system ekonomiczny

W drugiej części wprowadzono całą ekonomię – w końcu to renesansowe Włochy! Pieniądze zdobywamy okradając ludzi, wykonując misje, zdobywając skarby lub wreszcie inwestując we własny biznes – miasteczko, które żyje z turystyki. Fajny pomysł, ale… Niestety niewyważony. Wystarczy zainwestować pierwsze pieniądze w co się da, zostawić konsolę włączoną na noc i… rano zebrać krocie. Potem już kasa leci szybciutko, może jeszcze jedna sesyjka nocno-zarobkowa i właściwie jesteśmy krezusami. W sumie nigdy nie zabrakło mi kasy na coś co chciałem – jeśli chodzi o broń, czy zbroję… A pod koniec gry właściwie nosimy przy sobie olbrzymie ilości gotówki. No właśnie… W skrzyni, we dworku mieści się jej ograniczona ilość (powiedzmy kilka tysięcy złotych monet), a w kieszeni… nawet kilkaset tysięcy :]

Ale dobra – czepiam się. W końcu w większości gier bohater nosi przy sobie nieskończoną ilość przedmiotów :) A tu przynajmniej większość broni trzyma w domu, w arsenale.

No właśnie. Bo pomyślicie jeszcze, że nie warto grać w tę grę. Warto. Jak najbardziej. Choćby po to żeby pobiegać po dachach. Wiem, że to brzmi głupio, ale wystarczy spróbować! Oto mały przykład wspinaczki (nie rozgryzłem jeszcze robienia zrzutów filmowych na PS3, więc zamieszczam cudzy, niestety ktoś podłożył nie wiadomo czemu średnio pasującą do renesansu muzę. Przynajmniej IMHO ;)

YouTube Preview Image

Oprócz tego mimo wszystko fajna walka (różnorodność ciosów i wykończeń, chwytanie przeciwnika, wyrywanie broni, sypanie piaskiem w oczy, igły z trucizną i wiele innych) i przede wszystkim fajny renesansowy background. Nie ma już powtarzanych ciągle głosów żebraczki (są wnerwiający bardowie, ale cóż), są wreszcie różne grupy w które można się wmieszać, czy wreszcie złodzieje, wojownicy i kurtyzany do wynajęcia (niestety nie w TYM celu ;) I wreszcie – ta gra pozwala na wykonywanie misji pobocznych już po jej zakończeniu – wszystko przez wspomnianą konstrukcję wątku (wracamy do wspomnień). A przecież często już po przejściu gry, chcemy jeszcze trochę w nią popykać :)

Więc lećcie do sklepów 4 grudnia i kupujcie bez zastanowienia. Ja całe szczęście mogłem dostać ją już wcześniej. Podobno ma nie być polskiego dubbingu. Dziękować :D

Dodaj wiadomość do swoich ulubionych serwisów:
  • Wykop
  • del.icio.us
  • Digg
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Technorati
  • Blip
  • Co-Robie.pl
  • Flaker
  • Grono
  • LinkedIn
  • Polec.pl
  • Sfora.pl

Podobne posty:

  • Brak podobnych postów


4 Responses to “ “Renaissance parkour, czyli Assassin’s Creed 2”

  1. [...] netgeeks.pl przed chwilą Renaissance parkour, czyli Assassin’s Creed 2 | Netgeeks netgeeks.pl/…/renaissance-parkour-czyl… Pokaż reakcje /* */ inne strony z tej witryny + obserwuj co [...]

  2. Chyba faktycznie dla tej gry warto jest kupić wieelki telewizor i playstation ;)

  3. E tam. Tylko PS3. Ktoś kto widział kiedyś film na bluray nie będzie chciał oglądać innych :P A jak ma się już plazmę to bluray jest podstawą :)

Leave a Reply