Nie raz i nie dwa, przy różnych spotkaniach międzynarodowych, byłem świadkiem dyskusji o tym dlaczego właściwie w Polsce nie uznajemy dubbingu. Bo tak rzeczywiście jest – dubbinguje się właściwie tylko filmy dla dzieci, jesteśmy przyzwyczajeni do monotonnego głosu lektora, lub w przypadku kina czy oglądania we własnym zakresie ;) – napisów. Nie rozumieją tego zupełnie na przykład Niemcy, czy Czesi u których dubbing jest rzeczą normalną, a słuchanie monotonnego głosu lektora jest czymś zupełnie niezrozumiałym.
Sprawę przełamały trochę filmy dla dzieci i dorosłych w jednym, czyli produkcje typu “Shrek” – filmy w których dziecko zachwyci się jedną warstwą, a rodzic też nie umrze z nudów wychwytując smaczki zupełnie dla dziecka niezrozumiałe. I to właśnie Shrek był podobno przełomem w kwestii dubbingu – głos Jerzego Stuhra jako Osła, stał się jego symbolem. Ale czy na pewno?
Zanim zacznę pisać o sprawie, przywołam prawdziwy powód mojego zainteresowania tematem – gry komputerowe. Tutaj dubbing w polskich wersjach jest coraz częściej normą. Normą – niestety – poniżej normy :] Może jestem przewrażliwiony – mam dość dobry słuch, fascynuję się różnorodnościami i akcentami w językach obcych. Ale chyba nie trzeba być fanatykiem mojego pokroju, aby odnieść wrażenie że właściwie cały polski dubbing zmienia dowolną produkcję w bajkę dla dzieci. Aktorzy podkładają głos z manierą towarzyszącą czytaniu bajek – wszystko jest przerysowane, groza staje się grozą Gargamela, a nie powiedzmy bohatera horroru, czy czarnego charakteru filmu grozy. Całość staje się przez to groteskowa i śmieszna. Zeby nie być gołosłownym zamieszczę trailer wychodzącej właśnie (świetnej podobno) produkcji na PS3.
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=-ltyQD0YA3c[/youtube]
Nie mogę, po prostu nie mogę wczuć się w klimat. I nie zwalajmy tego na kiepskich aktorów – wiele gier jest dubbowanych przez dobrych aktorów. Więc czy polscy aktorzy nie potrafią dubbingować filmów nie-dla-dzieci dlatego że ich nie robimy, czy jest dokładnie odwrotnie? Co jest przyczyną a co skutkiem? Nie wiem. Choć bardzo chciałbym wiedzieć.
Choć po głębszym zastanowieniu się sprawa nie dotyczy tylko warstwy wokalnej. Spójrzmy na takie rodzime “superprodukcje” jak głośny “Naznaczony” TVN (którego zdążyłem już zjechać na tymże blogu). Nie potrafimy stworzyć nastroju grozy, główny Zły bohater brzmi jak dziadek chcący nastraszyć wnuczka, a nie jak wcielenie szatana. A może to kwestia grania teatralnego vs filmowego? Kiedyś w telewizji mówił o tym Bogusław Linda. Duża część polskich aktorów gra bardzo teatralnie, lub w najlepszym przypadku serialowo. Wszystko jest nieco sztuczne i przerysowane. Choć oczywiście są chlubne wyjątki, takie jak “Pitbull”
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=u9guSWUwg9o[/youtube]
A może po prostu polscy aktorzy nie zdają sobie sprawy, że klimaty fantasy, czy gry komputerowe to rzeczy targetowane NIEKONIECZNIE do dzieci i dlatego nie potrafią wyłączyć w sobie trybu “poczytaj mi mamo”? Nie wiem. Wiem natomiast że w kolejną już grę będę grał po angielsku. Może pokolenie aktorów urodzone po 80 roku, wychowane w dużej mierze w erze gier komputerowych i fantasy niekoniecznie-dla-dzieci zmieni rzeczywistość? Wątpię. Pewnie nauczą się tego do swoich mistrzów. I znowu sceny grozy będa w najlepszym przypadku brzmiały jak “Jak ja nie cierpię tych smerfów!”. Niestety.

Pingback: Avata(r)ewolucja? | Netgeeks