
Czyli Steve Jobs’ Apple’s Iphone kontra HTC Kaiser (czyli Kaiser Wilhelm, czyli po prostu cesarz) ;)
- Cześć, nazywam się Michał i jestem switcherem.
- Cześć Michał!
W moim skromnym przypadku przesiadka na maca była decyzją w pełni racjonalną, popartą wieloletnim (!) okresem zastanawiania się. Przez długi czas powstrzymywały mnie przed tym dwie rzeczy – kompatybilność softu (przede wszystkim ilość gier) i cena. Gdy cena przestała być barierą (także psychiczną – w przypadku podstawowego macbooka cena nie jest zabójcza), a większość gier świadomie odstawiłem w kąt (sprzedając desktopa), Mac stał się całkiem realną alternatywą. Ale czemu? Powiedzmy sobie szczerze – moje uwielbienie do gadżetów nie ma podłoża szpanerskiego. Może jestem już trochę za stary aby szpanować komórką, czy komputerem? Jest inne słowo które określa to co lubię w gadżetach najbardziej – miodność. Miodność to niezupełnie użyteczność. I właśnie o tym chciałem dzisiaj napisać. Aha, nie będzie ani o PC ani o Macbooku przecież. Ale to wyjaśnię później.
Będzie o ich mobilnych przedłużeniach.
Mój pierwszy palmofon to dość już wiekowy Palm Treo 90. Wtedy zrozumiałem, że telefon może służyć nie tylko do gadania, piania smsów i bardzo żałosnych prób wejścia do netu. Model ten posiadał klawiaturę QWERTY, co czyniło go bardzo dobry urządzeniem choćby do mobilnego czatowania na GG (swoją drogą przez pewien czas bardzo się od tego uzależniłem :P). Można było też całkiem sensownie wyszukać coś w necie (moje ulubione mobilne zastosowanie to sprawdzenie “gdzie on kurde grał?” w kinie, oczywiście na IMDB.) Niestety – bateria starczała na 1,5 minuty (!!) rozmowy (potem spowrotem wracała do normy), przy krótkich rozmowach można było korzystać z telefony maksymalnie jeden dzień. Masakra.
Moja przygoda z Palmem trwała do czasu gdy go upuściłem i poszło w nim kilka dolnych linii LCD, co przy jego interfejsie (menu na dole) uczyniła go zupełnie bezużytecznym. Później kolejna przygoda z IPAQ – aż do czasu gdy go zgubiłem, wtedy podjąłem decyzję, że jednak oddzielny palmtop i komórka to o jedno urządzenie więcej niż potrafię ogarnąć, tak aby napewno go nie zgubić. Następny był HTC Angel (znany jako Era MDA III, lub Qtek9090 w Orange). Niestety ten sam problem – bateria. Do tego brak wewnętrznego GPS i masakryczna komunikacja z zewnętrznym.
Wtedy to (a był rok 2005) postanowiłem darować sobie przygody z palmtopami i posługiwałem się Nokią 6230 (którą zresztą za prędkość obsługi jedną ręką kocham do dziś), aż do momentu kiedy umowa na Nokię mi się skończyła. Był maj 2008 i mogłem wybrać sobie kolejny telefon. 2-3 lata w tym świecie to bardzo dużo, wiedziałem że któryś z nowych palmofonów mnie zadowoli. Miałem do wyboru dwie opcje – kupić dostępnego już wtedy Kaisera, lub poczekać do lata na nowego Iphone 3G, który miał pojawić się u Polskich operatorów.
Załóżmy jednak, że decyzję musze podjąć dziś. Dziś jestem po wielu miesiącach pracy z Kaiserem (którego jednak wybrałem) i po wielu godzinach zabawy z Iphonem 3G. I… prawdę mówiąc nadal decyzja niebyłaby prosta. Na chwilę jednak wrócę do tematu który poruszyłem na początku. Czemu wybrałem maca? To była decyzja czysto praktyczna. W lecie ubiegłego roku wiedziałem że będe musiał trochę podróżować samolotami przez następne pół roku. Baterie w PC (w modelach sensownych cenowo) nie powalały. Dwie godziny, maksymalnie, w praktyce o wiele mniej. Na rejsach europejskich ładowanie laptopa nie wchodzi w grę. Macbook – 3 godziny, czasem nawet 4, przy intensywnym użytkowaniu – 2,5. Bez ciężkich baterii turystycznych. Do tego oczywiście inne sprawy – własnie miodność! tu nie chodzi o sam urok interfejsu – w końcu KDE pod Linuxem też ma piękne interfejsy, a miodności zero. Sorry guys, ale konieczność odpalania terminala co chwilę i pisania dziwnych skryptów, czy kompilowania jąderka wogóle mnie nie kręci. Przy Macu sprawa jest prosta – coś jest pod OSX lub nie. Sciągam paczuszkę .app w której mam wszystkie pliki, przeciągam ją do aplikacji – i ziut. Wszystko chodzi ładnie, szybko, sprawnie. Tego nie da się do końća opisac, po prostu miodnie.
Przy telefonie jednak wybór jest cięższy. Czemu nie chciałbym Iphone?
Po pierwsze klawiatura ekranowa nie zdaje IMHO egzaminu. Nie mam specjalnie wielkich paluchów, ale pisanie smsów na iphonie to dla mnie mordęga. Nie powiem już nic o ewentualnym czatowaniu…
Po drugie – czatowanie. Czy mógłbym używać GG na Iphonie? Chyba nie. Jeśli chodzi o Windows Mobile, mam do wyboru co najmniej dwa klony GG, oficjalne GG mobilne, skype, oraz kilka innych aplikacji które pozwalają mi czatować cross-sieciowo (skype, gmail chat, ICQ, MSN i inne!). Do tego – klawiatura! To rzeczywiście świetna sprawa, szczególnie przy właśnie szybkim czacie, czy smsach. A wbrew pozorom czat nie raz mi się w warunkach polowych przydał – i praktycznie, i dla zabicia nudy.
Jeśli chodzi o interface – mamy tu więcej możliwości niż w Windowsie, ba, to wręcz syndrom linuxa. Milion różnych rozwiązań – minusem jest niestety to że wszystkie trzeba ściągnąć, zainstalować, sprawdzić porównać… To samo z aplikacjami.
Po trzecie – Automapa. Używam jej głównie w samochodzie i choć czasami wolałbym mieć oddzielną (nie można na raz rozmawiać i korzystać z AM), to bardzo przydaje mi się posiadanie tejże w komórce – wykorzystywałem ją nawet w górach i na żaglówce.
Wybór wydawałby się więc prosty. Niezupełnie. Właśnie przyjechałem na kilka dni do Polski i wziąłem do ręki Iphone’a mojego ojca. I co? Pierwsza myśl… miodność! Wszystko chodzi płynnie, szybko, bez problemów. Niestety Winda jest wolniejsza. Losowe błędy, chwilowe przestoje. Odpaliłem iTunes, ściągnęła mi się i zainstalowała aktualizacja (instalowanie nowej wersji Windowsa to droga przez mękę, szczególnie dla niedoświadczonych). Obsługa muzyki – bajeczna. Niestety na windzie jest to strasznie toporne.
Więc co? Nadal byłbym w kropce. Z jednej strony mógłbym kupić nowego HTC – powiedzmy Diamonda, albo Pro (ze względu na klawiaturę), z drugiej chciałbym mieć urządzenie które działa tak bezstresowo i miodnie jak iPhone. Nawet ze wszystkimi wyrzeczeniami – mniejszą customizacją i możliwością wgrania róznych dziwnych aplikacji. Ale skoro na Macu nie brakuje mi raczej tych wielu dziwnych aplikacji (jest ich mniej, ale są bardziej dopracowane). Co lepsze – nie wiem. Na razie ponapawam się miodnością dziecka Steva Jobsa!
-
Lukasz Kluj
-
Lukasz Kluj
-
Lukasz Kluj
-
Lukasz Kluj
