
Kiedy miałem aparat na karty Compact Flash, pogodziłem się z faktem czytnika – trudno takiego olbrzyma wsadzić bezpośrednio w komputer, ale po zakupie Nikona 90 i karty SD mój ból przypomniał sie od nowa. Aż w końcu znalazłem rozwiązanie.
W pewnym sklepie internetowym, zupełnie przypadkowo natknąłem się na kartę SD łamaną na pół, odsłaniającą w ten sposób wejście USB. Sklep niestety nie odpowiadał na maile, a ja nigdzie podobnego rozwiązania nie spotkałem… Trochę dziwna sprawa, a może producenci kart po prostu biorą już za pewnik obecność czytnika SD?
W każdym razie karta jest czymś w rodzaju specjalnej edycji (Ducati??), produkowanej przez znaną firmę SanDisk. Niestety nie mogłem jej zupełnie znaleźć w Szwajcarii, a Ceneo nic nie pokazało. Więc zdenerwowałem się i kupiłem ją… na ebayu w Australii :) Paczuszka przyszła po tygodniu, nienaruszona.
A może po prostu problemem jest cena? W Polsce karta kosztuje 179 zł, ja kupiłem ją za 52$. A przecież zwykła karta SDHC 4 GB kosztuje około 25 zł… Ale cóż za taki luksus byłem w stanie zapłacić, zobaczymy jak się sprawdzi na najbliższym wyjeździe i masowym przerzucaniu zdjęć z aparatu do macbooka.